DYSTANS

Bardzo rzadko zdarza się mutacja genetyczna, która powoduje, że człowiek nie czuje bólu. Brzmi fantastycznie, ale w rzeczywistości takie osoby najczęściej nie dożywają 25 roku życia, bo pozbawione sygnału alarmowego jakim jest ból, nieświadomie robią sobie krzywdę i w końcu śmiertelnie uszkadzają swój organizm.

Wielu ludzi marzy, żeby przestać czuć negatywne emocje – skutek byłby taki sam, stracilibyśmy sygnały ostrzegawcze, które paradoksalnie pilnują naszego dobrostanu. Tak jak to nie ból jest problemem, tylko jego przyczyna, tak i same emocje nie są problemem, tylko wewnętrzna „awaria”, którą sygnalizują. 

Walcząc z bólem czy negatywnymi emocjami próbujemy walczyć z lampką sygnalizacyjną zamiast rozwiązać problem. Jest to powszechne, bo zazwyczaj dostajemy niewłaściwą instrukcję do tej naszej wewnętrznej sygnalizacji. Nikt nas nie uczy, czym są emocje, jak działają, kiedy ich słuchać, a kiedy nie. Jako dzieci obserwujemy swoje otoczenie i powielamy wzorce opiekunów. Jeśli rodzice nie wykazują zrozumienia dla emocji dziecka, to ono uczy się je lekceważyć, tłumić, unieważniać, racjonalizować. Postrzega je jako swoją wadę, jako coś złego, niewłaściwego, co przeszkadza w tworzeniu relacji. Nie bierze pod uwagę informacji, które przynoszą emocje, próbuje zarządzać sobą i swoim życiem w oparciu o sam umysł. Identyfikując się z umysłem człowiek staje się schematyczny, kontrolujący, usztywniony i przewidywalny.

Jeżeli rodzice wykazują nadmierne zrozumienie dla emocji dziecka kosztem własnych, dziecko uczy się, że jego emocje to realne potrzeby. Nadaje im nadmierną ważność, uznaje je za argumenty na równi z faktami. Nie potrafi nimi zarządzać, więc nieposkramiane emocje decydują o jego zachowaniu. Umysł pełni tu rolę drugorzędną, zajmuje się racjonalizowaniem: zmienia pamięć faktów, dostosowuje sposób myślenia do bieżącego czucia, słowem „dorabia filozofię” do stanu emocjonalnego, zniekształcając rzeczywistość. Człowiek identyfikujący się z emocjami jest nieprzewidywalny, zmienny, krańcowo różny w w swoich opiniach i zachowaniu w zależności od sytuacji. Jego tożsamość kształtuje bieżąca emocja, która czasowo zmienia nie tylko zachowanie, ale i poglądy, a nawet wartości.

W jednym i drugim przypadku rola emocji zostaje zniekształcona: albo odbieramy im ich prawdziwą funkcję informatora, albo nadajemy im fałszywą funkcję doradcy. W obu przypadkach emocje bolą i nie odchodzą, bo nie zostały przeczytane, zrozumiane. Różne natomiast są konsekwencje tych zniekształceń. Przy tłumieniu swojego czucia dostajemy w pakiecie dolegliwości i zmiany chorobowe, bo emocje próbują przemówić przez nasze ciało. Ale dostajemy też ukryty prezent: poczucie mocy, bo uczymy się kontrolować ich wyrażanie.

Kiedy emocje nami rządzą, kiedy mamy nawyk natychmiastowego (choć nie zawsze gwałtownego) ich wyrażania, bardziej obarczamy nimi innych niż siebie. Jednakże brak doświadczenia kontroli ekspresji emocji powoduje poczucie braku mocy, uzależnienie od własnych stanów emocjonalnych i od innych ludzi, od których oczekujemy regulowania naszego samopoczucia.

Jak zwykle rozwiązanie tkwi w równowadze. Potrzebujemy pozostać w kontakcie ze swoimi emocjami, bo przynoszą nam informacje, których nie otrzymamy inną drogą; ale potrzebujemy również umiejętności kontrolowania wyrażania swoich emocji, żeby móc tworzyć zdrowe relacje. Czyli potrzebujemy dopuścić czucie tam, gdzie rządzi umysł, i dopuścic umysł tam, gdzie rządzą emocje. Ten dwugłos serca i umysłu, czucia i logiki, jest naszym życiowym kompasem. Tylko we współpracy tych dwóch naszych narzędzi jesteśmy w stanie odróżnić, czy sygnały alarmowe pochodzą ze świadomości (tego co dzieje się tu i teraz), czy podświadomości (historii naszych doświadczeń). Dlatego każda emocja powinna być odczytana i zrozumiana przez umysł. Jeśli odczuwamy strach na widok wielkiego psa bez kagańca, biegnącego w naszą stronę, to sygnał od naszej świadomości, żeby się chronić. Jeśli odczuwamy paraliżujący lęk na widok uroczego niezdarnego szczeniaczka, to sygnał z podświadomości, z przeszłości, z zapisanego traumatycznego doświadczenia z udziałem psa, i jego słuchać nie należy, wręcz przeciwnie – należy mu się przeciwstawić, przeprogramować go. Lekceważąc strach (bieżące ostrzeżenia), narażamy swoje zdrowie i życie, pielęgnując lęk (dawne skojarzenia) powiększamy go do rozmiarów, które uniemożliwiają nam normalne funkcjonowanie. 

Negatywne emocje to kontrolki, które mówią nam o naszych traumach, niezrealizowanych potrzebach i bieżących zagrożeniach. Umysł ma za zadanie zweryfikować ich aktualność i trafność w bieżącym momencie. Na podstawie danych z tych dwóch narzędzi możemy wybrać takie zachowanie, które przyniesie nam dobre samopoczucie. 

Możemy się tego nauczyć pod jednym warunkiem: że zachowujemy dystans do swoich emocji i myśli. Jeśli się z nimi utożsamimy, to uniemożliwią nam to poczucie winy lub poczucie krzywdy, brak empatii lub brak samokrytycyzmu.