Jak uniknąć toksycznej relacji? Najbardziej uczciwa odpowiedź brzmi: pozbyć się własnych mechanizmów, które toksycznych ludzi przyciągają. Ale rzecz jasna jest to długi, głęboki i indywidualny proces, nie do opowiedzenia, a tym bardziej do przeprowadzenia na sobie w kilka minut.
Są jednak pewne sygnały, które mogą nam pomóc zorientować się, z kim mamy do czynienia i czy warto kontynuować daną relację – i o tym chcę dzisiaj opowiedzieć.
Zazwyczaj dopiero trudne sytuacje i kryzysy w pełni ujawniają kto jest kim; na początku znajomości i w sytuacjach, kiedy jest miło i łatwo, większość ludzi wydaje się być w porządku. Dlatego od razu warto zwrócić uwagę na drobne sygnały, które zwiastują potencjalne problemy.
Pierwszym i podstawowym sygnałem, na który warto zwrócić uwagę jest samopoczucie w danej relacji. Nasze emocje reagują na cudze emocje, więc najszybciej powiedzą nam, czy ta relacja jest dla nas dobra, zdrowa. Jeśli w czyimś towarzystwie czujemy się zrelaksowani, spokojni, nie boimy się wyrażać swoich opinii, to dobry znak, zielone światło, żeby tę relację kontynuować.
Czerwona flaga powinna pojawić się wtedy, kiedy czujemy się przy kimś mali, nieważni, głupi, niedoskonali lub przeciwnie: podekscytowani i „nakręceni” – bo to oznacza, że relacja nie jest równa, że jesteśmy w niej podporządkowani lub dominujący, bo zadziałał jakiś wyzwalacz dla naszych schematów, np. czyjś autorytarny sposób wyrażania się sprawił, że druga strona poczuła się jak małe dziecko albo czyjś podziw wyzwolił w drugiej osobie pouczającego eksperta. Kontakt z poziomu schematów jest rodzajem gry, która ma zastąpić tworzenie bliskości, co w dłuższej perspektywie niszczy relację. Bliskość oparta na autentyczności pogłębia relację, ale tworzy się tylko wtedy, kiedy ta relacja jest równa, partnerska. Tak więc to, co czujemy, będąc w kontakcie z innymi, informuje nas, na ile ten kontakt jest prawdziwy, a na ile jest grą.
Sygnał drugi to sposób traktowania innych ludzi, szczególnie obsługi w sklepie czy lokalu albo podwładnych w pracy. Jeśli dana osoba traktuje innych z szacunkiem, niezależnie od wykonywanej przez nich pracy, ich pozycji społecznej czy hierarchii zawodowej, to dobry znak.
Czerwona flaga pojawia się wtedy, kiedy ktoś jest wobec innych nieuprzejmy, napastliwy, arogancki, kąśliwy, przesadnie krytyczny, pogardliwy; kiedy czerpie przyjemność z zawstydzania kogoś, poniżania czy upokarzania. Oznacza to, że jego własny lęk nie pozwala mu widzieć innych na równi ze sobą, że musi czuć się lepszy od innych, aby czuć się dobrze; że nie szanuje innych. To ważna wskazówka, bo często dajemy się zwieść temu, że nas taka osoba traktuje dobrze, inaczej, wyjątkowo. Nie musi to jednak znaczyć, że jesteśmy dla kogoś ważni, najprawdopodobniej jesteśmy tylko w danym momencie do czegoś potrzebni. Jak długo będziemy dostarczać to, czego ten ktoś potrzebuje, tak długo będzie nas traktował delikatniej niż innych. Należy jednak przypuszczać, że kiedy przestaniemy to robić, i sami będziemy w potrzebie, zostaniemy porzuceni jak bezużyteczny sprzęt.
Sygnał trzeci to sposób mówienia o bliskich za ich plecami – o rodzinie, przyjaciołach, bliższych znajomych, byłych partnerach. Jeśli w tych opowieściach pojawia się zrozumienie i życzliwość, to dobry znak.
Osądzanie, obgadywanie, zdradzanie cudzych sekretów to sygnał alarmowy, że wcześniej czy później zostaniemy potraktowani w taki sam sposób. Czerwona lampka powinna się także zaświecić wtedy, kiedy ktoś mówi o bliskich oskarżycielsko, lekceważąco, cynicznie czy wrogo, bo może to oznaczać brak umiejętności tworzenia emocjonalnej więzi.
Ale warto wzmóc czujność także wtedy, kiedy ktoś opowiada o każdym, kogo zna bliżej, w samych superlatywach i zachwytach – bo może to świadczyć albo o dziecięcej naiwności, albo o manipulowaniu swoim wizerunkiem.
Sygnał czwarty to reakcja na sytuację, kiedy ktoś nie dostaje tego, czego oczekuje. Jeśli potrafi przyjąć odmowę bez obrażania się lub szantażowania i porozmawiać o swoich potrzebach czy oczekiwaniach, to dobry znak.
Jeśli jednak dana osoba zmienia się wtedy w pokrzywdzone dziecko, czy w rozzłoszczonego rodzica, to wróży problemy za każdym razem, kiedy w relacji pojawią się odmienne upodobania, zapotrzebowania czy plany. Taka reakcja oznacza dużą potrzebę kontroli pochodzącą z nieuświadomionych lęków, brak umiejętności spojrzenia na sprawę z innej perspektywy niż własna, funkcjonowanie we własnym sztywnym szablonie. Może oznaczać, że w tej relacji niewiele będzie dla nas miejsca.
Sygnał piąty to reakcja na presję znajomych czy rodziny. Jeśli ktoś potrafi stanowczo, ale bez agresji obronić swoje stanowisko, zdanie czy wybór, to dobry znak.
Jeśli łatwo ulega namowom, szybko zmienia zdanie pod wpływem innych, to znak ostrzegawczy. Ta osoba albo nie wie, czego chce, albo nie potrafi być wierna sobie, swoim wyborom, temu, kim jest. Można z tego wnioskować, że nie będzie potrafiła być lojalnym partnerem w związku
Sygnał szósty to poczucie humoru – co kogoś śmieszy, z czego żartuje. Głównie chodzi o to, jakie emocje budzą w nas cudze żarty. Jeśli po prostu nas bawią, bez wywoływania mieszanych uczuć, to dobry znak.
Jeśli jednak czujemy się zakłopotani, zniesmaczeni, upokorzeni, wyśmiani lub oburzeni, warto to potraktować jako czerwoną flagę. Żart często jest rodzajem przebrania, które usprawiedliwia przekraczanie granic. Nietrudno więc zaobserwować, gdzie takie granice są dla kogoś płynne, nieistotne; czy przekracza granice osobiste, kulturowe, religijne czy rasowe, czy liczy się z cudzymi emocjami i przekonaniami; słowem – czego nie uszanuje u jednej osoby, aby wywrzeć wrażenie na drugiej. Bo dziś możemy być tą osobą, którą ten ktoś chce rozbawić, a jutro tą, z której będzie się wyśmiewać.
Sygnał siódmy to sposób, w jaki dana osoba przeprasza. Przyznanie się do pomyłki, błędu czy wyrządzenia krzywdy nie jest łatwe, więc jeśli ktoś to potrafi, to bardzo dobry znak. Rzecz jasna pod warunkiem, że komuś jest autentycznie przykro, a nie próbuje nami manipulować.
Czerwona lampka powinna się zaświecić wtedy, kiedy ktoś tego nie potrafi i idzie w zaparte, dokładając kolejne kłamstwa, żeby się usprawiedliwić – bo takiej osobie nie da się zaufać; ale ta czerwona lampka powinna zamigać też wtedy, kiedy dana osoba nieustannie przeprasza za wszystko. I brak umiejętności przyznania się do niewłaściwego zachowania, i odmawianie sobie wszelkich praw nie pozwalają na tworzenie zdrowej, partnerskiej relacji.
Ósmy sygnał to refleksja, jak czyjeś wybory dotykają innych. Jeśli ktoś podejmuje decyzje uwzględniając fakt, że dotkną one także innych powiązanych z nim ludzi, to dobry znak, świadczący o rozwiniętej empatii.
Czerwona flaga powinna pojawić się wtedy, kiedy dana osoba kieruje się wyłącznie własnymi emocjami i pomysłami – tak, jakby żyła sama na bezludnej wyspie; kiedy zapomina, że z kimś się na coś umówiła, zmienia wcześniej ustalone plany bez uzgodnienia i powiadomienia, nie dotrzymuje słowa, lub podejmuje zobowiązania stawiając bliskich przed faktem dokonanym. Słowem, kiedy nie zastanawia się, czy i w jaki sposób dokonywane wybory wpłyną na sytuację i emocje osób, z którymi dzieli swoje życie. Oznacza to brak dojrzałości potrzebnej do budowania związku.
Sygnał dziewiąty to spójność między tym, co ktoś mówi, a tym, co robi. Jeśli ktoś dotrzymuje słowa, nie zasypuje nas pustymi obietnicami i wymaga od siebie tego samego, czego wymaga od innych, to bardzo dobry znak.
Jeśli jednak słowa danej osoby mówią co innego, a czyny co innego, należy to potraktować jako poważne ostrzeżenie, że mamy do czynienia z manipulantem lub hipokrytą, a na pewno z człowiekiem, któremu ufać nie należy.
Ostatni, dziesiąty sygnał to sposób, w jaki ktoś mówi o sobie. Jeśli zna i rozumie siebie, i zachowuje wobec siebie zdrowy krytycyzm, to dobry znak, świadczący o wewnętrznej dojrzałości.
Jeśli ktoś mówi o sobie negatywnie, czekając na zaprzeczenia i pocieszanie, powinno to wzmóc naszą czujność. Po pierwsze dlatego, że taka osoba zajmuje pozycję dziecka czy ofiary w relacji. A po drugie dlatego, że nasze przekonania są jak samospełniające się przepowiednie, więc to, w co ktoś wierzy w odniesieniu do siebie, jest znacznie ważniejsze niż prawda, którą widzimy z zewnątrz.
Z kolei jeśli ktoś mówi o sobie w zachwycie, bez cienia samokrytycyzmu, to też znak ostrzegawczy, że możemy mieć do czynienia z osobą bezkrytyczną, narcystyczną lub próbującą stworzyć swój wyidealizowany wizerunek, żeby nas zmanipulować.
Podsumuję teraz krótko wszystkie 10 sygnałów:
Zwracając uwagę na swoje samopoczucie w kontakcie z drugą osobą możemy rozpoznać czyjąś dojrzałość emocjonalną.
Obserwując, jak ktoś traktuje innych możemy rozpoznać, jakim wzorcem budowania relacji ten ktoś się posługuje – czy stawia się naprzemiennie nadrzędnie i podrzędnie wobec innych, czy na równi z nimi.
Zauważając, jaki ktoś ma stosunek do swoich bliskich, możemy przewidzieć, w jakim kierunku będzie się rozwijać nasza relacja z tą osobą.
Dostrzegając czyjeś reakcje na odmowę czy zmianę możemy dowiedzieć się wiele na temat tego, jak silnie kontrolująca jest dana osoba, ile przestrzeni pozostawia innym, wchodząc z nimi w kontakt i związek.
Rejestrując czyjąś reakcję na presję innych możemy przewidzieć, czy będzie można liczyć na lojalność, wsparcie i zdecydowanie tej osoby w relacji.
Zwracając uwagę, co człowieka śmieszy i z czego najczęściej żartuje, możemy wiele wywnioskować o jego standardach i wartościach – w jakim obszarze nie czuje granic, czy czerpie satysfakcję z zażenowania innych, na ile szanuje cudzą odmienność.
Obserwując, czy i w jaki sposób człowiek przeprasza możemy zobaczyć, jakie prawa przyznaje sobie, a jakie innym w swoim sposobie myślenia.
Dostrzegając, czy ktoś bierze pod uwagę, jak konsekwencje jego wyborów dotkną innych ludzi możemy rozpoznać, na jakim poziomie świadomości i empatii działa.
Zauważając, czy czyjeś słowa i czyny się pokrywają, możemy wybrać poziom zaufania, jakim obdarzymy drugą osobę.
Słuchając uważnie, co i jak ktoś mówi o sobie, możemy przewidzieć, jak zareaguje we wszystkich powyższych i pozostałych sytuacjach.
Teoretycznie, wydaje się to oczywiste. Często zresztą sami wychwytujemy te sygnały, tylko „coś” każe nam je zlekceważyć. To „coś” to doświadczenie, które nauczyło nas, żeby takich sygnałów nie słuchać.
Jeśli doświadczaliśmy głównie krzywdy, każdy okruch akceptacji jest dla nas wart cierpienia, więc żadna czerwona flaga nas nie powstrzyma, nie ma dla nas znaczenia.
Jeśli doświadczaliśmy miłości wymieszanej z krzywdą, nauczyliśmy się, że zdobycie czyjejś akceptacji wymaga od nas oddania kawałka siebie, swojej tożsamości, swojego dobrego samopoczucia. Wtedy mimo, że zauważamy czerwone flagi, traktujemy je jak co najwyżej pomarańczowe, mało istotne, wliczone w koszty – bo nie znamy i nie oczekujemy miłości bez cierpienia.
Jeśli doświadczaliśmy głównie miłości i zrozumienia, to nie nauczyliśmy się bronić swoich granic, bo nie musieliśmy, i zwyczajnie nie rozumiemy znaczenia konsekwencji czerwonych flag.
To, że tęsknimy za miłością i szukamy bliskości z innymi, to nasz naturalny instynkt. To, jakich ludzi do siebie przyciągamy, to odbicie naszej definicji miłości powstałej z dziecięcego doświadczenia. Możemy uniknąć powtarzania starych błędów przez zwiększenie swojej czujności na sygnały ostrzegawcze w relacji, ale zdrowe związki możemy stworzyć tylko poprzez zmianę swoich przekonań na temat miłości, które kierują naszymi wyborami i przyciągają do nas konkretnych ludzi jak magnes.
Powyższy tekst jest (nieco okrojonym z dodatkowej treści) zapisem dwóch części podcastu o tym samym tytule, dostępnych na moim kanale YouTube .