Próbujemy z całych sił sprawić, żeby życie stało się łatwiejsze, myśląc, że to nas uszczęśliwi.
Gotowanie zabiera za dużo czasu i jest pracochłonne, więc jemy byle co byle gdzie – ale to sprawia, że chorujemy.
Wybieramy przypadkowy seks zamiast związków, żeby uniknąć zaangażowania i wysiłku – ale to sprawia, że czujemy się samotni.
Unikamy ruchu, używamy samochodów, żeby oszczędzić czas i siły – ale to sprawia, że stajemy się zniedołężniali w młodym wieku.
Spędzamy zaoszczędzony czas przed telewizorem lub komputerem, bo to łatwiejsze niż utrzymywanie i pielęgnowanie relacji z ludźmi – ale to sprawia, że stajemy się bezradni w sytuacjach społecznych.
Sięgamy po alkohol albo narkotyki żeby się zrelaksować, bo to prostsze niż posiadanie pasji czy jakiegoś hobby – ale to sprawia, że stajemy się uzależnieni.
Czy na pewno łatwe życie nas uszczęśliwia, czy po prostu sprawia, że stajemy się słabi fizycznie i psychicznie? Czy pogoń za optymalnymi warunkami do życia to pogoń za szczęściem czy samozniszczeniem?
Ku refleksji: https://ciekawe.org/?s=eksperyment+calhouna