W zaufaniu nie chodzi o to, żeby ktoś spełniał nasze oczekiwania na 100%, nie miał prawa do wątpliwości, był zawsze po naszej stronie, wierzył nam ślepo i stał za nami murem nawet jeśli popełniamy przestępstwo. To traktowanie kogoś przedmiotowo, odmawianie mu prawa do własnego rozumowania i wyborów zgodnych z jego własną hierarchią wartości.
W zaufaniu wypływającym z szacunku do drugiej osoby chodzi o szczerość, o autentyczność. O to, że druga osoba nie będzie udawała, a będzie naszym czystym lustrem – powie co widzi, myśli i czuje z intencji wsparcia czyli zrozumienia i życzliwości. O to, że możemy powierzyć jej swoje sprawy bez obawy o to, że zostaniemy wykorzystani, zmanipulowani czy ocenieni.
Obdarzyć kogoś zaufaniem oznacza zdecydować, że można polegać na tej osobie, na jej wierności swoim wartościom, na jej postawie w trudnej, kryzysowej czy podbramkowej sytuacji – na jej lojalności wobec miłości w sobie. Jeśli ktoś zdradza siebie samego, automatycznie zawiedzie zaufanie innych.