Wyobraźmy sobie, że przy urodzeniu dostajemy czarodziejską różdżkę bez instrukcji obsługi. Wiemy, że ma moc, bo czasem przypadkowo machniemy nią tak, że tworzymy coś wyjątkowego. Najczęściej jednak nam nie wychodzi – nie wiemy, co zrobić, żeby dostać to, czego pragniemy. Podpatrujemy innych, próbujemy tworzyć własne instrukcje, szukamy podpowiedzi w internecie, ale nie potrafimy stuprocentowo powiązać przyczyny ze skutkiem, swojego działania z efektem.
Tą różdżką jest nasz umysł. Potężna maszyna, która raz uruchomiona, drukuje wciąż to samo, bo nie potrafimy wprowadzić do niej nowych danych. Maszyna skomplikowana, bo mająca zdolność odtwarzania przeszłości i wizualizowania przyszłości. I na dodatek bardzo osobista, jak skrojony na miarę garnitur – bo działająca na bazie naszego niepowtarzalnego doświadczenia. Dlatego tak trudno stworzyć uniwersalną instrukcję zaprogramowana swojego umysłu tak, aby przyciągał to, co nas uszczęśliwi. A przyciąga – umysł na podstawie losowo zapisanych w nim ustawień wybiera z wszystkiego co jest tylko to, co energetycznie do tych zapisów (naszych nieświadomych przekonań) pasuje. Może być tylko jedna i to widoczna z daleka dziura w długim i idealnie prostym chodniku, ale jeśli wierzymy, że los jest złośliwy, świat sprzysiągł się przeciwko nam i problemy mnożą się w naszym życiu jak króliki, to skręcimy na tej dziurze kostkę. Jeśli wierzymy, że ludzie są podli, to ze wszystkich znajomych podświadomie wybierzemy do bliższych kontaktów takiego właśnie człowieka. Jeśli mamy niskie poczucie własnej wartości, to jak magnes przyciągniemy ze swojego otoczenia wszystko to, co może to przekonanie potwierdzić. I odwrotnie – jeśli wierzymy, że jesteśmy w czepku urodzeni, przyciągamy szczęśliwe zbiegi okoliczności, mamy powodzenie w grach losowych, wychodzimy cało z tarapatów. Słowem – nic nie przykleja się do nas przypadkowo, po prostu nasze myśli i emocje są pewną energetyczną częstotliwością, która szuka siebie, swojego dopasowania, na zewnątrz. Zaobserwowanie tego i refleksja „dlaczego przyciągam właśnie to?” może nas naprowadzić na przekonania zapisane w dzieciństwie jako wzorce, których na co dzień sobie nie uświadamiamy.
Przekonania zapisane w umyśle mają swoją strukturę – podobnie jak komórki ciała tworzą tkanki, tkanki tworzą narządy, a narządy tworzą układy. Są przekonania szczegółowe, oznaczone jako „dobre” lub „złe” , które tworzą potem ogólniejszą kategorię. Na przykład jeśli w moim doświadczeniu kontakt z daną osobą był przyjemny, to mam przekonanie, że babcia Zosia czy ciocia Hania są „dobre”. Jeśli miały podobne cechy, może powstać przekonanie generalizujące, np. „pulchne osoby są miłe”, albo „tylko kobiety potrafią mnie zrozumieć”. Te przekonania znowu mogą się generalizować, powodując, że w przyszłości będziemy szukać pomocy jedynie u kobiety z nadwagą, podświadomie wierząc, że tylko ten typ człowieka jest w stanie nas zrozumieć i wesprzeć. Przypomina to trochę zabawę w głuchy telefon – zaczyna się od jednego realnego doświadczenia, kończy się na przekonaniu o świecie, które logicznie nie ma sensu.
Można zaryzykować twierdzenie, że znakomita większość naszych przekonań nabytych w dzieciństwie jest z gruntu fałszywa.
To, że czegoś doświadczyliśmy, nie oznacza, że dotyczy to wszystkich (jeśli bili mnie rodzice, nie oznacza to, że wszystkie dzieci są bite, ani że wszyscy dorośli biją dzieci), a tym bardziej kiedy to przeświadczenie ewoluuje w silniejszą generalizację (ludzie są okrutni). Założenie, że świat jest zły niewątpliwie chroni nas przed zagrożeniami, ale i skutecznie zapobiega radości z życia czy bliskości w relacjach.
To, że czegoś nie doświadczyliśmy, bo dorośli nas przed tym ochronili (moi rodzice nie stosowali przemocy, dbali o moje potrzeby kosztem własnych), nie oznacza, że to coś nie istnieje (żadne dziecko nie jest bite, żaden dorosły nie znęca się nad dzieckiem => ludzie są dobrzy). Założenie, że świat jest dobry otwiera nas na życie i innych ludzi, ale nieświadomość zagrożeń powoduje, że nie potrafimy się przed nimi obronić.
To, jak zinterpretowaliśmy świat w pierwszych latach życia sprawia, że nasz umysł blokuje się w jednej z wirtualnych rzeczywistości. Kiedy nauczymy się widzieć świat na czarno, umysł zapętla się w przeszłości, wciąż wyszukując zagrożenia i zamykając się na zmianę; nie potrafi stworzyć innej wizji przyszłości, stale odtwarza przeszłość. Jeśli nauczymy się widzieć świat na różowo, umysł zapętla się w przyszłości, w wizjach, marzeniach, odrealnionych oczekiwaniach; brakuje mu jednak danych i narzędzi, żeby je urzeczywistnić, rozbija się o rafy, których nie widzi.
Fakt, że ludzki umysł potrafi „być” w przeszłości lub przyszłości, nie tylko tu i teraz jak u większości zwierząt, daje nam ogromną moc. Skrzywdzone zwierzę zachowuje się zgodnie ze swoim doświadczeniem i samo tego nie zmieni, nie rozumie przeszłości i przyszłości, nie wyciągnie wniosków, nie spróbuje zrobić czegoś inaczej z własnej woli – to człowiek może stworzyć mu inne doświadczenie, żeby przeprogramować jego zachowanie.
My, ludzie, mamy samoświadomość i zdolność do samoprzeprogramowania. Mamy zdolność do zanalizowania przeszłości i podjęcia działania wbrew swojemu lękowi, aby zneutralizować negatywne przekonania. I mamy zdolność do wymyślenia sobie swojej przyszłości przez skupienie się na uwolnionych dzięki temu realnych pozytywach.
Mówiąc inaczej, sami możemy zdecydować, czy chcemy zastąpić lęk zaufaniem do Miłości, niezależnie od zewnętrznych okoliczności. Mamy wolną wolę i narzędzia, aby to zrobić.
Podsumowując tę historię o schematach w trzech zdaniach: jednych nauczono, że należy się obawiać, ponieważ szklanka jest od połowy pusta, i tak skupili się na wyszukiwaniu tej pustki w każdym naczyniu, że pełna część zniknęła im z oczu zupełnie. Drugich nauczono, że szklanka jest do połowy pełna, wypijają ją jednym haustem i zostają zaskoczeni i bezradni, bo oczekiwali wody bez końca – o pustce nikt im nie powiedział, więc nie umieją jej zaradzić. W rzeczywistości szklanka ma w sobie i wodę, i jej brak; mając świadomość takiej natury rzeczy możemy nauczyć się neutralizować brak i maksymalizować efekt, czyli tu i teraz nalać sobie pełną szklankę wody, jeśli chce nam się pić. Albo i dwie w przypadku wyjątkowego pragnienia