W NIEZGODZIE Z PRAWDĄ

Już jako małe dzieci szybko się orientujemy, że mijanie się z prawdą pozwala nam uniknąć niezadowolenia dorosłych.

Jako dorośli z kolei często jesteśmy opłacani za pełnienie ról, które wymagają od nas udawania kogoś, kim nie jesteśmy – zachowania pewnego narzuconego wizerunku czy aktorzenia dla osiągnięcia lepszego efektu. Żyjemy w głęboko zakorzenionym przekonaniu, że manipulowanie prawdą pozwala nam kontrolować życie i relacje z innymi ludźmi, przewidzieć i zaplanować ich reakcje.

Tak bardzo w to wierzymy, że kiedy manipulacja wychodzi na jaw i w końcu nam szkodzi, wnioskiem, jaki wyciągamy z tej sytuacji nie jest „nieprawda szkodzi”, a „prawda szkodzi” (bo się ujawniła). Nasz umysł automatycznie broni fałszywego założenia opartego na wczesnym doświadczeniu, kiedy to udało nam się uniknąć kary za pomocą kłamstwa, i odczuliśmy wielką ulgę… i iluzję mocy, w którą uwierzyliśmy. Dlatego później wpadamy w błędne koło, powtarzając coś, co coraz częściej zwraca się przeciwko nam, a narastający lęk przed prawdą skutecznie utrzymuje nas z dala od tego, co chcieliśmy ochronić, kłamiąc po raz pierwszy w życiu: od miłości, od prawdziwej, głębokiej relacji z drugą osobą. Taka relacja może być oparta tylko na porozumieniu, empatii, życzliwości, szacunku i zaufaniu, a wszystkie te elementy opierają się na prawdzie jak na fundamencie.

Jedni z nas w dzieciństwie nauczyli się manipulować i kontrolować dorosłych, inni cierpieli z powodu bycia okłamywanym i kontrolowanym przez swoich opiekunów. W dorosłym życiu ci pierwsi panicznie boją się zaryzykować pełną autentyczność w relacji z innymi, ci drudzy zaś reagują alergicznie na najmniejszą próbę manipulacji i kontroli, bo podkładają im się emocje z wczesnych doświadczeń, które ich gromko ostrzegają. Paradoksalnie jedni przyciągają drugich na zasadzie komplementarności – nie po to, aby zadawać sobie cierpienie, ale po to, aby nawzajem rozbić swoje schematy.