MIŁOŚĆ RODZI MIŁOŚĆ, LĘK RODZI LĘK

Bardzo często gloryfikujemy matczyne poświęcenie. Mam na myśli to codzienne poświęcanie swoich potrzeb, żeby uszczęśliwić swoje dziecko. Biblia mówi „Po owocu poznaje się każde drzewo”, czyli miłość rodzi miłość, lęk rodzi lęk. Dlaczego więc efektem wychowawczym poświęcających się matek są narcyzi, zaprzeczenie miłości? Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Fakt: Wrażliwa i podporządkowana matka nie czuje się widziana, rozumiana i wspierana w relacji ze swoim partnerem, więc kompensuje to sobie w relacji z dzieckiem, próbując stworzyć dla siebie kogoś, kto ją będzie kochał, i dla tej idei jest w stanie poświęcić całą siebie.

Co obserwuje i czuje dziecko? Matka nie stawia granic aż do wystąpienia sytuacji kryzysowych, nie wymaga poszanowania swoich potrzeb i emocji, istnieje tylko dla mnie.

Co zapisuje umysł dziecka? Miłość to poświęcenie. Jestem lepszy, ważniejszy od innych ludzi. Rozpoznam, że ktoś mnie kocha, kiedy będzie gotów wybaczyć mi najgorsze zachowania i poświęcić siebie dla mnie. Im będę się gorzej zachowywać, tym więcej miłości dostanę.

Zachowania w dorosłym życiu: przekraczanie granic innych ludzi, prowokowanie ich i szukanie przebaczenia; głęboko uzależniające skoncentrowanie na dostawaniu uwagi, aprobaty, komplementów, podziwu, uznania od innych; nawykowe (bez względu na poziom wrażliwości) nie branie pod uwagę cudzych potrzeb i emocji; zrzucanie odpowiedzialności za relację na drugą stronę; unikanie bezpośredniej komunikacji, liczenie na to, że partner/ka zgadnie potrzeby, domyśli się emocji.

Fakt: Emocjonalnie niedostępny ojciec nie potrafi tworzyć głębokiej bliskości i więzi emocjonalnej, więc ucieka w poczucie siły, przewagi, wymuszanie dla siebie szacunku. Wrażliwość dziecka jest wyzwalaczem dla jego zablokowanej emocjonalności, budzi w nim dziecięce lęki. Nie radząc sobie z nimi i nie chcąc okazać słabości, wycofuje się z kontaktu z dzieckiem lub tworzy relację na własnych warunkach, bez uwzględniania potrzeb dziecka; ucieka w pracę, używki, inne, mniej wymagające relacje, żeby podtrzymać swoje poczucie własnej wartości. Fizycznie nieobecny ojciec powoduje podobne konsekwencje.

Co obserwuje i czuje dziecko? Ojciec nie dąży do kontaktu ze mną, nie lubi spędzać ze mną czasu tak jak chcę, wybucha, kiedy okazuję emocje – to znaczy, że mnie nie kocha. Nie zasługuję na jego miłość, nie spełniam jego oczekiwań, jestem gorszy/a od innych.

Co zapisuje umysł dziecka? Za wszelką cenę trzeba próbować zasłużyć na miłość, spełniać cudze oczekiwania, udawać kogoś innego niż się jest, ukrywać swoją wrażliwość. 

Zachowania w dorosłym życiu: tworzenie wizerunku wobec innych ludzi, nadmierne dbanie o aprobatę społeczną, pozorne przestrzeganie norm i zasad społecznych maskujące brak własnych wartości, nakładanie masek w relacjach, dostosowywanie się, stosowanie technik manipulacyjnych, tworzenie relacji na bazie wymiany konkretnych przysług za emocjonalne zaopiekowanie.

Fakt: Niewidziana emocjonalnie w swoim dzieciństwie matka chce sprawić, żeby jej dziecko czuło się widziane i rozumiane, dlatego nie reaguje na przekraczanie swoich granic, nie egzekwuje konsekwencji raniących zachowań dziecka, pozwala mu na nadmierną – krzywdzącą ją – ekspresję emocji. Ponieważ sama nadal nie widzi swoich potrzeb i tłumi swoje emocje, nie może nauczyć dziecka czucia siebie – zamiast tego pozwala na to, aby emocje dziecka rządziły nimi obojgiem.

Co obserwuje i czuje dziecko? Matka nie ma swoich potrzeb ani emocji, za to moje są ogromne, dlatego wszystko mi wolno bez ponoszenia konsekwencji. 

Co zapisuje umysł dziecka? Jestem ważniejszy od innych. Moje emocje to moje potrzeby wymagające natychmiastowego spełnienia, każdym sposobem, także kosztem innych.

Zachowania w dorosłym życiu: kierowanie się emocjonalnym zyskiem ponad wszelkimi standardami; impulsywność, wybuchowość, brak kontroli emocjonalnej, brak umiejętności odroczenia potrzeb, dążenie do celu „po trupach”; brak samokrytycyzmu i dystansu do siebie, łatwe usprawiedliwianie swoich krzywdzących zachowań.

Fakt: Im bardziej niedostępny lub krzywdzący jest ojciec, tym bardziej nadopiekuńcza staje się matka, i odwrotnie – im bardziej matka poświęca się dla dziecka, tym bardziej zdystansowany staje się ojciec, czując się zaniedbywany. Postawy rodziców polaryzują się coraz bardziej, doprowadzając do konfliktów.

Co obserwuje i czuje dziecko? Jestem powodem kłótni rodziców. Potrzebuję ich obojga, a muszę wybierać jednego z nich. Żal mi matki, ale nie chcę być słaby/a i lekceważony/a jak ona. Rani mnie zachowanie ojca, ale potrzebuję być silny/a jak on.

Co zapisuje umysł dziecka? Miłość oznacza konflikt między wrażliwością i siłą. Mogę zachować tylko jedno z nich. Kobiety można lekceważyć, i tak pozostaną lojalne, jeśli da im się cokolwiek. O mężczyzn trzeba zabiegać, udowadniając swoją siłę i przebojowość.

Zachowania w dorosłym życiu: tworzenie sytuacji konfliktowych; traktowanie kobiet z góry, jak pewnik; podporządkowywanie się mężczyznom, walczenie o ich uwagę i uznanie, o przynależność grupową.

Tak tworzy się osobowość narcystyczna, czyli ktoś, kto na zewnątrz błyszczy, zajmuje sobą całą przestrzeń, nie widzi cudzych potrzeb, nie zwraca uwagi na cudze emocje, kieruje się własną emocjonalną korzyścią, z łatwością przekracza cudze granice, odgrywając stale pokrzywdzonego, nie kontroluje swoich emocji, nie potrafi komunikować swoich emocjonalnych potrzeb; ktoś, kto odda każdą wartość za swoją wygraną. 

Fakt: Narcyz (obojga płci) rani, krzywdzi, wykorzystuje, zachowuje się toksycznie w relacjach.

Czym tak naprawdę się kieruje? Narcyz nie wybiera zła. Kieruje się lękiem, który wynika z poczucia bezradności, braku poczucia mocy. Nadopiekuńcza matka nie wymagała niczego emocjonalnie, więc narcyz czuje paniczny lęk przed wysiłkiem w tej sferze; niedostępny/krytyczny ojciec wzmocnił poczucie bycia „wybrakowanym” emocjonalnie. Paradoksalnie narcyz nie wierzy w siebie, ma bardzo niską samoocenę, często wręcz sobą gardzi. Próbuje to sobie kompensować za pomocą innych sfer (fizycznej, intelektualnej), odcinając się od czucia, od kontaktu ze sobą.

Wymaga stawiania siebie na pierwszym miejscu w relacjach, bo boi się porzucenia, a nie czuje się kompetentny, żeby tworzyć partnerskie relacje oparte na równości i empatii.

Jest uzależniony od aprobaty innych, bo boi się odrzucenia. Komplementami i uznaniem próbuje zagłuszyć poczucie własnej bezwartościowości.

Dostosowuje się do każdego otoczenia, bo boi się, że nikt nie zaakceptuje jego autentycznego Ja tak jak kiedyś ojciec.

Manipuluje, czyli kradnie emocjonalnie, bo nie wierzy, że zasługuje na otrzymywanie.

Ma poczucie niższości, bo nikt nie nauczył go rozumieć innych ludzi, czuje dyskomfort w relacjach, ma problemy z nazywaniem i komunikowaniem tego, co czuje.

Ma poczucie wyższości, żeby przykryć poczucie niższości. Próbuje narzucić swoje warunki w kontakcie, pokazać siebie tylko od tej strony, nad którą ma kontrolę.

Działa na emocjach, często impulsywnie i przemocowo, bo brak kontaktu ze sobą, ze swoim czuciem, powoduje kumulację impulsów i wybuch.

Czuje się bezkarny, bo wierzy, że nie potrafi funkcjonować bez łamania cudzych praw, umie za to obchodzić konsekwencje, zna sposoby unikania odpowiedzialności.

Wykazuje brak empatii, bo kiedyś uwierzył, że wrażliwość jest wadą, słabością.

Jest lojalny wyłącznie wobec swoich zmieniających się emocji i potrzeb, bo czuje się zbyt słaby na posiadanie i bronienie swoich wartości, na tworzenie swojej prawdziwej tożsamości, indywidualności.

Osoby z silnie rozbudowaną empatią to czują. Czują, że pod toksycznym zachowaniem narcyza są zranienia i ból, ukrywa się wrażliwość i autentyczność. Próbują inwestować w ten potencjał, lekceważąc jego blokady. Dlatego narcyzi zawsze znajdują swoje kolejne ofiary, i cykl się powtarza, a narcyz zawsze „zwycięża”. Pozornie, porzucając, raniąc i krzywdząc kogoś zgodnie ze swoimi schematami. W rzeczywistości, w głębi swojej duszy przegrywa, bo nie zdołał znaleźć miłości na swoich warunkach. I nigdy nie znajdzie, bo miłość oznacza równość, szacunek, empatię. Ale dla narcyza oznacza emocjonalne poświęcenie się drugiej osoby, i na tym polega jego tragedia, jego zapętlenie w ciągle odtwarzającym się cyklu, który niszczy innych, ale i jego samego, jego samoocenę, kontakt ze sobą, wiarę w miłość. Dlatego z czasem narcyzi stają się coraz bardziej bezwzględni, cyniczni, okrutni – bo tracą nadzieję na bycie wartym miłości. Nie potrafią wpuścić do siebie miłości, bo nie potrafią pokochać samych siebie. Im bardziej próbują zdobyć miłość według swojego schematu, tym bardziej udowadniają sobie, że na nią nie zasługują, więc coraz bardziej siebie nienawidzą – kółko się zamyka.

Czy więc poświęcanie się jest miłością? Skoro rodzi i podtrzymuje narcystyczne osobowości, to nie może nią być. Miłość, jak słońce, świeci jednakowo dla wszystkich, nikogo nie wyklucza. Ale daje nam wolną wolę – to od każdego z nas zależy, czy chcemy poczuć te jasne, ciepłe promienie na sobie, czy wolimy wierzyć, że w piwnicy, choć zimno i ciemno, jest bezpieczniej. Czy wierzymy w to, co głęboko w duszy czujemy, czy w to, czego nauczyło nas specyficzne dziecięce doświadczenie.