Wrażliwość to uważność na sygnały, jakie wysyła nam nasze wnętrze i otoczenie, to język duszy. Im starsza i bardziej doświadczona jest dusza, tym wrażliwsze jest dziecko i tym większy – teoretycznie – jest jego potencjał na wyjątkową samorealizację.
W praktyce jednak ta wrażliwość może stać się zarówno siłą budującą, jak i niszczącą, w zależności od nabytych przekonań na swój temat. Kiedy dziecko jest wrażliwsze (duchowo starsze) niż jego opiekunowie, doświadcza z ich strony potężnego niezrozumienia. Metaforycznie można powiedzieć, że dziecko tańczy i śpiewa do muzyki, która gra mu wewnątrz, ale której na zewnątrz nie słychać, więc jego taniec i śpiew uważany jest za wariactwo, odchylenie od normy, niepokojący objaw, zaburzenie – coś, co trzeba naprawić, wyprostować, zagłuszyć, wyleczyć. Ludzie najcześciej reagują z poziomu lęku wobec tego, czego nie doświadczyli i nie rozumieją, próbując to wyśmiać, zlekceważyć, podważyć lub zniszczyć. Dlatego wrażliwe dziecko zazwyczaj jest od początku swojej drogi ogromnie samotne i codziennie stawiane przed najtrudniejszym wyborem: czy wierzyć temu, co czuje, czy wierzyć swoim opiekunom, których akceptacja jest dla niego niezbędna do przeżycia. Nie da się do końca wyrzec siebie, zaprzeczyć sobie, ani nie da się przeciwstawić opiekunom będąc małym zależnym dzieckiem, więc umysł wrażliwca próbuje znaleźć jakieś inne wyjście z tej patowej sytuacji. Najczęściej po prostu izoluje te dwa światy od siebie, tworząc niemal schizofreniczną osobowość: głęboko przeżywające prawdziwe ja wewnątrz i maskę dostosowującą się do wymagań otoczenia na zewnątrz. Im bardziej rozdzielone są te dwa światy, tym silniejsze pojawiają się ostrzegawcze emocje; im silniej tłumione są te emocje, tym większe staje się prawdopodobieństwo depresji. Pojawiające się w tym miejscu próby samobójcze to nic innego jak krzyk rozpaczy i poddania się umysłu, który nie potrafi stworzyć scenariusza, sensu czy celu życia z tak rozbieżnych, wzajemnie wykluczających się danych.
Żeby w ogóle funkcjonować, wrażliwa osoba potrzebuje jakiegoś kanału łączącego te dwa światy. Tym wspólnym mianownikiem może stać się jakaś akceptowalna społecznie forma wyrażania siebie, jakiś rodzaj sztuki, który pozwala użyć tej wrażliwości, ale na tyle wieloznacznie, żeby nie odsłonić siebie, żeby nie stać się bezbronnym celem, nie narazić się na odrzucenie. Czasem jest to malowanie czy rysowanie, tworzenie muzyki, poezji czy prozy. Czasem jest to inna aktywność – może to być odwiedzanie muzeów, kolekcjonowanie lub wytwarzanie stylowych przedmiotów, dekorowanie wnętrz, kreowanie swojego wyglądu, uprawianie ogrodu, układanie bukietów kwiatów i wiele innych. Nie tyle ważne jest tu zachowanie (bo może pochodzić także z innej intencji), ile stojąca za nim potrzeba piękna, samorealizacji i łączenia się z ludźmi o podobnej wibracji, wrażliwości. Brak takiego mostu między światem wewnętrznym a zewnętrznym to zagrożenie życia, bo traci ono wtedy sens. Wąska kładka to przepuszczanie energii jak przez ściśnięte gardło, wystarcza, żeby żyć namiastkami. Most na całej szerokości to życie marzeniami.
Zadaniem starych dusz w ciałach wrażliwych ludzi jest stać się pryzmatem miłości dla innych ludzi. Pryzmatem, który przepuszcza przez siebie niewidzialne światło i tworzy z niego tęczę widoczną na zewnątrz. Im bardziej uda im się zjednoczyć swój świat wewnętrzny z zewnętrznym, tym silniejszą, widoczniejszą tęczę emanują, zamieniając niewidzialne w widzialne. Choć brzmi to bajkowo i romantycznie, za kulisami odbywa się ogrom pracy. Niezrozumienie w dzieciństwie tworzy zranienia, gdzie wrażliwość zamienia się w toksyczną nadwrażliwość, gdzie lęki blokują ekspresję, gdzie ukrywanie się staje się standardem. Znalezienie wewnętrznej równowagi w tym chaosie to ogromne wyzwanie, i nic dziwnego, że wielu się nie udaje. Bo chodzi o wszystko: o każdy wybór dla swojego ciała, umysłu i serca w zgodzie ze swoją duszą, swoją misją. Wrażliwość to szansa, bo widzi się, czuje się, rozumie się więcej; ale to też dodatkowy koszt, bo każde pójście na skróty, wbrew sobie, boli bardziej i przynosi czasem nieodwracalne konsekwencje. Wrażliwość to po prostu silniejszy sygnał duszy. Wychowanie (socjalizacja) ten sygnał tłumi i zniekształca.
Nie nawołuję tym tekstem do idealizowania wrażliwości – żeby stała się siłą, a nie toksyczną nadwrażliwością pozbawioną empatii, musi się zahartować w kontekście innych ludzi. Mam jedynie nadzieję wzbudzić trochę zrozumienia wobec światów, do których nie mamy dostępu. To, że czegoś nie doświadczyliśmy osobiście, nie znaczy, że nie istnieje. A jednak są ludzie, którzy używają prądu i internetu, a nie wierzą w energię. To, co widać na zewnątrz, nie zawsze jest tym, co dzieje się wewnątrz. A jednak tak łatwo przychodzi nam ocenianie czyjegoś zachowania.
Nie musimy wszystkiego rozumieć, żeby zachować szacunek i tolerancję dla cudzej inności. Nigdy nie chodzi o innych, zawsze chodzi o nas samych, o naszą granicę równości z innymi: żeby jej nie przekraczać i nie pozwalać innym przekraczać swojej. Naprawdę tyle wystarczy, żeby każdy mógł żyć w zgodzie ze sobą na swoim poziomie wrażliwości – czyli szczęśliwie.