AKTYWACJA ŚWIADOMOŚCI

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie… film przyrodniczy o niedźwiedziach Przyszło mi na myśl, że młode pozostają z rodzicem tak długo, aż nauczą się jak przetrwać – aż przećwiczą zachowania konieczne do poradzenia sobie samemu w trudnych sytuacjach. Kolejna myśl była taka, że chyba za bardzo identyfikujemy się ze zwierzętami, a za mało używamy tego, co nas od nich różni – świadomości. W przeciwieństwie do zwierząt mamy umiejętność samoobserwacji, samorefleksji, a nasz umysł potrafi przenosić się w czasie do przeszłości i przyszłości. Daje nam to nowe sposoby zarządzania sobą i powoduje, że możemy skupić się na czymś więcej niż tylko przetrwaniu. Pytanie brzmi, czy rzeczywiście z tego korzystamy?

U zwierząt instynkt i umysł to narzędzia mające zapewnić przeżycie i rozmnożenie się; sterują one zachowaniem zwierzęcia bezpośrednio. To, z czym niedźwiedź przyszedł na świat, i to, czego się nauczył przy matce, decyduje o tym, jak długo będzie żył i jak dobrze poradzi sobie ze zmiennymi okolicznościami. Niedźwiedź nie może niczego sobie zaplanować ani zdecydować o zmianie swojego myślenia czy reagowania – niedźwiedź czuje (strach, głód, zimno) i odpowiada wyuczonym lub instynktownym zachowaniem.

My, ludzie, też tak robimy: czujemy emocje i pozwalamy im decydować o swoim zachowaniu zgodnie z wrodzonymi predyspozycjami i otrzymanym społecznym oprogramowaniem: jedni walczą, inni się podporządkowują; jedni rywalizują, inni tworzą coś własnego, odrębnego; jedni dbają o innych, drudzy o siebie. Nasze umysły przejmują władzę, nieustająco wyszukują zagrożenia i włączają w nas tryb walki o przetrwanie. A że te umysły działają w przeszłości i w przyszłości, nie reagujemy na to, co dzieje się tu i teraz jak zwierzęta, ale także na to, co sobie przypomnimy i na to, co sobie wyobrażamy. Ta właściwość ludzkiego umysłu powoduje, że się „zapętlamy”, a nasze zachowanie zamiast pomagać nam w przetrwaniu, zaczyna nam to przetrwanie coraz bardziej utrudniać.

Ten kryzys ma swój cel: obudzenie świadomości czyli uzmysłowienie sobie, że jesteśmy czymś więcej niż nasze narzędzia: myśli, emocje i ciało – że mamy moc tym wszystkim zarządzać. Co więcej – dar świadomości przekierowuje nas z rywalizacyjnej walki o przetrwanie na radosną samorealizację; ze świata, w którym jedni zabierają drugim, do świata, w którym wszyscy się wspierają, wymieniają i uzupełniają.

Brzmi jak fantazja, ale tak naprawdę te dwa światy dzieli tylko jedno przekonanie oparte na pytaniu: kim jestem i kim są dla mnie inni? Albo, jak proponował Albert Einstein: czy Wszechświat jest miejscem wrogim czy przyjaznym? Jeśli przeważa w nas lęk, ustawiamy siebie w opozycji do innych: bronimy się, walczymy, rywalizujemy, porównujemy, oceniamy, tworzymy hierarchie, walczymy o przetrwanie – jak niedźwiedzie. Jeśli przeważa w nas miłość, rozumiemy, że jesteśmy częścią wszystkiego co jest, i cokolwiek robimy innym czy swojemu otoczeniu, robimy sobie, bo żyjemy w tym środowisku, czerpiemy z niego.

Ludzki umysł pozostawiony sam sobie jest jak sztuczna inteligencja z thrillera: pozbawiony danych z czucia obraca się przeciwko swojemu właścicielowi. Ten sam umysł zarządzany świadomie przez nasze ja, zasilany danymi z czucia, to czarodziejska różdżka, mogąca wyczarować to, czego jeszcze nie widzieliśmy ani nie doświadczyliśmy. Bo nasza świadomość to zrozumienie swojej natury, uzupełnienie swojego ja o sferę duchową, wprowadzenie duchowości do swojej tożsamości. Kiedy tego nie robimy, tracimy swoją ludzką autentyczność, a wtedy cierpimy, bo ból chce nas obudzić, wyrwać ze świata przetrwania, który z natury rzeczy nie jest naszym światem.

Kiedy nie słuchamy swoich emocji i uczuć (języka Wszechświata) i nie próbujemy ich zrozumieć, uruchomić świadomości (komunikacji, połączenia z Wszechświatem), porzucamy siebie, swoje prawdziwe ja. To porzucenie w czuciu to właśnie definicja traumy, która tworzy blokadę energetyczną w ciele, umyśle i emocjach, zatrzymując nasz rozwój i rozkwit. Radzimy sobie z traumą na różne sposoby. Albo przez dostosowanie (poddanie się temu co boli) – wtedy powoli tworzą się dolegliwości, zaburzenia fizyczne i psychiczne, choroby. Albo przez rozpaczliwy i ślepy bunt przeciwko temu co boli – wtedy niszczymy siebie wprost: wchodzimy w ogień, skaczemy z mostu, wystawiamy się na to, co może nas skrzywdzić. Albo przez ucieczkę – wtedy szukamy ulgi w tym, co nas oderwie od tego, co boli: w świecie wirtualnym, w substancjach psychoaktywnych, w zachowaniach, które mają nas choć na chwilę zabrać z miejsca, w którym nie chcemy być – ale tym samym silnie nas od siebie uzależniają, zabijają na raty.

W skrócie można powiedzieć, że odcięcie od czucia, zablokowanie swojej świadomości powoduje śmierć za życia: powolne lub gwałtowne niszczenie siebie, swojego potencjału, swojej radości z życia. Jeśli myślimy, że jesteśmy jak niedźwiedzie, będziemy żyć jak niedźwiedzie, z tą różnicą, że niedźwiedź nie ma innej opcji, a człowiek ma, więc go to z natury nie satysfakcjonuje, przysparza cierpienia i problemów. Jeśli rozumiemy, czym różnimy się od niedźwiedzia, jeśli uczymy się świadomie zarządzać sobą w równowadze z innymi ludźmi, wtedy możemy stworzyć zupełnie inny świat niż ten niedźwiedzi. I wcale nie trzeba do tego cudów. Wystarczy, że zamiast mówić dziecku, co jest dobre, zapytamy, jak się z tym czuje. Zamiast uczyć konkretnych zachowań, zapytamy, jak chciałoby być traktowane – jakie cudze zachowanie sprawia, że czuje się dobrze – a będzie wiedziało, jak traktować innych. Zamiast wybierać mu popłatny zawód, pozwolimy robić to, co sprawia mu satysfakcję. Zamiast dużo dawać, zaczniemy pytać, czego potrzebuje. Zamiast zabraniać, będziemy pokazywać konsekwencje dla jego samopoczucia. Zamiast porównywać, będziemy mu pokazywać jego wyjątkowość, indywidualność. Wtedy nauczymy dziecko zarządzać swoim zachowaniem w zgodzie ze swoim samopoczuciem, a nie przeciwko niemu. Będzie rozumiało język Wszechświata i będzie wiedziało, że jest jego częścią, jak każde inne stworzenie. Nie występując przeciwko sobie, nie będzie projektować swojej wewnętrznej walki na innych. Tylko tyle i aż tyle: zadaniem niedźwiedzicy jest nauczyć młode zachowań, które pozwolą im przetrwać; zadaniem ludzkich rodziców jest nauczyć swoje dzieci kontaktu z ich specyficznie ludzką duchową naturą, aby mogły nie tylko jak najlepiej przeżyć, ale i tworzyć swoje życie na swoich warunkach.

Zła wiadomość jest taka, że naszą samoświadomość najskuteczniej aktywuje cierpienie. Dobra wiadomość jest taka, że nie musimy czekać na ból ani nauczyć się tej umiejętności od rodziców: możemy rozwijać swoją samoświadomość sami, ucząc się jej języka: próbując zrozumieć to, co czujemy i świadomie wybierając takie zachowanie, które pozwoli nam czuć się dobrze ze sobą samym i innymi. Nie mamy wpływu na wszystko, ale mamy wpływ na to, czy nasz własny świat będzie światem przetrwania czy rozkwitu.