Mamy taki obraz siebie, jaki przejęliśmy od osób, które się nami opiekowały w pierwszych latach naszego życia. Jeśli ktoś był dzieckiem z nadwagą, ale nikt na to nie zwracał uwagi, nie komentował, w dorosłym życiu dodatkowe kilogramy nie mają znaczenia dla poczucia własnej wartości tej osoby. I przeciwnie, nawet jeśli ktoś wyglądał dobrze, ale był krytykowany za swój wygląd, w dorosłym życiu mimo nienagannej figury będzie się zmagał z kompleksami. Chcę przez to powiedzieć, że nie zawsze cechy, które sobie przypisujemy, mają źródło w nas samych – czasem po prostu są projekcją kompleksów, nadwrażliwości i lęku osoby, która nas wychowywała.
Czyli, po pierwsze, możemy obiektywnie wcale nie być tacy, jakimi nas opisywano: grubi, nieśmiali, niezdarni, nadwrażliwi, nieuprzejmi. Czasem wystarczyło jedno przypadkowe doświadczenie, żeby umysł zrobił z tego pewnik, zapis, przekonanie. A kiedy wierzymy, że jacyś jesteśmy, tak się zachowujemy; a kiedy tak się zachowujemy, otoczenie daje nam zwrotną informację, że faktycznie tak jest, i kółko się zamyka. Podobno gdzieś żyje plemię, które działa inaczej, tzn. kiedy ktoś z nich dopuszcza się szkodliwego społecznie zachowania, pozostali gromadzą się wokół niego i przypominają mu, co dobrego dla nich zrobił, żeby zapobiec tej samospełniającej się przepowiedni („jestem zły, więc będę się zachowywał źle, w końcu tego ode mnie oczekujecie”). Nawet jeśli u nas jest inaczej, zawsze możemy to zrobić sami dla siebie, zamiast się obwiniać, karać i wpychać w błędne koło.
Po drugie, nawet jeśli przynieśliśmy ze sobą jakieś predyspozycje, które opiekunowie zauważyli, to ich reakcje zaważyły na tym, czy uznamy te cechy za zalety czy wady. Ot, na przykład, ktoś jest przekonany, że jest leniwy. Może tak być, że otoczenie go wyręczało i takim go uformowało. Może też być tak, że ten ktoś po prostu intuicyjnie oporował przed zabieganiem, przed porzuceniem siebie dla pracy, przed niekończącymi się obowiązkami. Być może jego lenistwo (wada – inni muszą pracować za niego) to potencjalna zaleta (umie odpoczywać, wie, kiedy potrzebuje przerwy, nie chce ulec wyczerpaniu, wypaleniu). Nawet jeśli inni nie potrafili tego zauważyć, my sami możemy zmienić znaczenie danej cechy, zamienić „wadę” w „zaletę”.
To, co z kolei uważamy za swoje zalety, też może mieć ukrytą pułapkę. Możemy być dumni z siebie, że jesteśmy skłonni do pomocy innym własnym kosztem, ale wcześniej czy później te koszty się zsumują i nasze zdrowie, emocje czy finanse wystawią nam rachunek. Możemy być dumni ze swojej odwagi, ale jeśli za bardzo w nią uwierzymy, w końcu trafimy na przeciwnika, który zrobi nam krzywdę – i tak dalej.
Tak naprawdę nasze cechy są neutralne, to umysł w oparciu o reakcje otoczenia w pierwszych latach życia nadaje im kategorię „dobre” czy „złe”. W rzeczywistości zarówno „wady”, jak i „zalety” mogą nam służyć lub działać przeciwko nam, bo to, co mamy w wyposażeniu, nie decyduje tak bardzo jak umiejętność zarządzania tym wyposażeniem. Dystans do pośpiechu może być lenistwem albo umiejętnością odpoczywania, zarządzania swoją energią. Wysoka inteligencja może pozwolić odnieść sukces lub może zablokować rozwój pozostałych sfer. Atrakcyjna powierzchowność może sprzyjać nawiązywaniu relacji z innymi albo powodować ich spłycenie. Powolność może wykluczać ze sportowych rywalizacji, ale może też przekształcić się w cenioną dokładność i precyzję.
Wszystko zależy od tego, jak traktujemy daną cechę – czy jest ona jednym z graczy w zespole, czy została wyrzucona poza zespół, czy próbuje grać mecz sama, za wszystkich.
Szczególnie dobrze można to zobaczyć na podstawie wrażliwości. Jest ona cechą neutralną, ani dobrą, ani złą. To, jak ją postrzegają opiekunowie u dziecka, jak na nią reagują, powoduje, że staje się dla niego „dobra” lub „zła”.
„Dobra” jest wtedy, kiedy staje się użyteczną społecznie zaletą, czyli popycha do pomagania, rozumienia, opiekowania się. Nie jest jednak wyłącznie zaletą, skoro doprowadza do zaniedbania siebie, a nawet samozniszczenia. „Zła” jest wtedy, kiedy staje się bezużyteczną wadą, nadwrażliwością powodującą wybuchy emocjonalne, zachęcającą innych do manipulowania nami, powodującą budowanie wewnętrznego muru w samoobronie. Nie jest jednak do końca wadą, bo nie daje nam zapomnieć, że czucie jest naszym odbiornikiem na równi z umysłem.
W rzeczywistości wrażliwość przynosi pozytywne rezultaty, kiedy pracuje DLA nas, służy nam do wglądu w siebie, rozumienia siebie i innych, zapobiegania problemom emocjonalnym, pogłębiania relacji. I szkodzi nam, kiedy obraca się PRZECIWKO nam, kiedy jej nie akceptujemy, wstydzimy się jej, tłumimy ją lub przekształcamy w drażliwość, kiedy tworzy w nas niezrozumiałe napięcia i niszczy relacje z innymi.
Różnimy się naturalnie poziomem wrażliwości tak jak każdej innej cechy, ale to wychowanie sprawia, że ją rozwijamy lub z nią walczymy. Co więcej, niespójne komunikaty z otoczenia mogą sprawić, że w pewnych obszarach zachowamy wrażliwość, w innych ją zablokujemy lub użyjemy do manipulowania innymi ludźmi zamiast do tworzenia z nimi bliskości.
Odpowiednio do tego, tam, gdzie jesteśmy nadwrażliwi na siebie, stajemy się nieempatyczni w stosunku do innych, i odwrotnie: tam, gdzie nadmiernie empatycznie reagujemy na innych, brakuje nam wrażliwości na siebie.
Każda niespójność i nierównowaga panująca wśród przekonań w umyśle powoduje napięcia i wewnętrzne konflikty. Dlatego zamiast uciekać od tych starych nagrań, których echo wciąż i tak słyszymy, warto wyciągnąć wszystkie karty na stół:
– co o sobie myślę? w jaki obraz siebie wierzę?
– na ile jest to obiektywna, a na ile subiektywna prawda?
– jak szkodzą mi moje zalety, a w czym pomagają mi moje wady? – czy zawsze zachowuję się tak samo, wychodzę z tej samej tożsamości?
– jak obdzielam empatią (zrozumieniem) siebie i innych w różnych sytuacjach?
Każda niespójność jest jak emocjonalne ognisko zapalne, dlatego warto świadomie wybrać, kim chcemy być. Nie można tego zrobić wymyślając sobie siebie w oderwaniu od tego, co w nas zostało zapisane; można jednak odczytać te zapisy i świadomie zdecydować, które z nich chcemy kontynuować, a z których chcemy zrezygnować.