HARMONIA SERCA I UMYSŁU

Mamy zwyczaj zrzucać na Boga/los/życie odpowiedzialność za to, co nas spotyka. Kiedy dzieje się coś, co nas krzywdzi, uruchamiamy dziecięce przekonanie, że spotyka nas to za karę, albo Siła Wyższa nas nie lubi, albo wręcz bawi się nami, rzucając nam kłody pod nogi i patrząc z uśmiechem jak z nimi walczymy. Dziecięce doświadczenia mogą sprzyjać powstaniu takich przekonań, ale czy warto je zachowywać na całe życie?

A co jeśli to my jesteśmy swoimi Bogami, cząstkami Siły Wyższej, jak zresztą mówi również Biblia („i stworzył Bóg człowieka na obraz swój”)? Może wrzątek nas parzy, bo pchamy do niego rękę, a nie dlatego, że los się na nas uwziął? Może prowokujemy wypadki, chodząc z głową pełną kłębiących się myśli i nie zwracając uwagi na to, co się wokół nas dzieje? Może robimy sobie krzywdę, bo lekceważymy ostrzeżenia – pierwsze emocje, pierwsze objawy przeziębienia, pierwsze sygnały, że ktoś nas źle traktuje, pierwsze informacje, że coś jest dla nas szkodliwe, zagraża nam czy nas wyczerpuje…?

Możemy być twórcami swojego losu jeśli umiemy być uważni tu i teraz, w danym momencie, żeby dobrze rozpoznać co jest i na to właściwie zareagować. Ale nie jesteśmy w stanie być w pełni obecni tu i teraz, jeśli nasz umysł poza naszą kontrolą błądzi pomiędzy krzywdami z przeszłości a zmartwieniami dotyczącymi przyszłości. Możemy i powinniśmy dla własnej korzyści ćwiczyć uważność, przy czym to nie znaczy, że zdołamy utrzymać pełną świadomość non-stop. Szacuje się, że używamy świadomego umysłu przez około 5% czasu, resztą zarządza umysł podświadomy, opierający się na własnych zapisach – przekonaniach, scenariuszach, nawykach, rutynie. Dzięki temu możemy iść i rozmawiać, prowadzić samochód i planować resztę dnia, wykonywać automatycznie znane nam czynności błądząc myślami gdzie indziej – co ułatwia, przyspiesza nasze codzienne funkcjonowanie, ale utrudnia ŚWIADOME tworzenie swojego życia. O efekcie przesądza to, na ile nasz podświadomy umysł jest naszym sprzymierzeńcem, a na ile naszym sabotażystą.

Każda nieprzepracowana krzywda z dzieciństwa stanowi zniekształcający filtr, przez który widzimy rzeczywistość w chwili obecnej, i który powstrzymuje tworzenie przyszłości według tego, co nam w duszy gra. Mówiąc najprościej, boimy się wyrażać siebie, swoje życzenia i marzenia, bo zgodnie ze swoim doświadczeniem (zapisanymi na jego podstawie przekonaniami), obawiamy się, że przyjdzie nam za to słono zapłacić; że tak jak w dzieciństwie, koszty przerosną zyski, więc nie warto niczego wielkiego chcieć. Utykamy w przeszłości, pozwalamy się zdefiniować temu, co nas kiedyś spotkało. Nawet gdyby spadło nam coś z nieba, uznalibyśmy to za podstęp, nie prezent – po co więc mamy kierować uwagę na dobre rzeczy? Umysł je pomija, szukając zagrożeń, które stają się naszą rzeczywistością: teraźniejszą i przyszłą. Jak odtwarzana w kółko ta sama melodia.

Nawyk przekraczenia granic z dzieciństwa także stanowi zniekształcający filtr, który nie pozwala nam widzieć tego, co jest. Powoduje on wymuszanie na rzeczywistości, żeby dostosowała się do nas, co paradoksalnie również nie pozwala tworzyć szczęśliwej przyszłości. Żeby zbudować coś trwałego, nie wystarczy udawać, że piasek jest betonem, bo mamy życzenie budować w tym właśnie miejscu – musimy umieć rozróżnić jedno od drugiego, żeby właściwie wybrać. Umysł nauczony pomijać ograniczenia rzeczywistości tego nie potrafi, wierzy, że ominie wszystkie przeszkody, że rzeczywistość sama się dostosuje do jego pragnień: ogień nie będzie parzył, lód nie będzie ziębił, chodzenie po dachu bez doświadczenia i zabezpieczenia nie spowoduje upadku z niego, a jazda samochodem pod prąd nie jest niebezpieczna ani niezgodna z prawem jeśli bardzo nam się spieszy. Umysł pomija informacje o porażce, bo są niezgodne z jego zapisami. Po co mamy zwracać uwagę na ograniczenia, skoro są nieistotne, można je (było!) łamać? Rozbijamy się o nie zatem raz za razem, niczego się nie ucząc, odtwarzając w kółko ten sam scenariusz.

Podsumowując, przekonania z przeszłości powodują, że albo widzimy głównie czarne (nie chcemy mieć psa, bo to wyłącznie obowiązki), albo głównie białe (chcemy mieć psa bez związanych z tym obowiązków). Jak wiedzą wszyscy posiadacze psów, żadne z powyższych nie jest prawdą – wszystko, w tym także posiadanie psa, ma swoje plusy i minusy. Jeśli mamy być zadowoleni z podjętej decyzji, musimy umieć je zobaczyć takimi jakie są w rzeczywistości, a nie takimi, jakie chce je widzieć nasz umysł przez swoje zniekształcające okulary.

Pozytywne myślenie bez naprawienia deformacji z przeszłości nie działa; może dodawać nam skrzydeł, ale nigdzie nie polecimy, jeśli mamy u nogi przytroczoną żelazną kulę. Twórcza i skuteczna wizualizacja przyszłości jest możliwa na tyle, na ile zneutralizujemy cierpienie z przeszłości, na ile uwolnimy się od tej kuli.

Dopiero kiedy uwolnimy swój umysł od nałożonych w dzieciństwie zniekształcających percepcję filtrów, możemy zobaczyć rzeczywistość taką, jaka jest, i wybrać z niej to, co nam pasuje, co z nami współgra, co sprawia nam radość. I wtedy ograniczenia rzeczywiście znikają – umysł skupiony na tym, co nam rzeczywiście służy, tworzy i przyciąga wszystko, czego potrzebujemy, czego sobie życzymy i co nam się marzy. W tym momencie stajemy się częścią Siły Wyższej, Jej partnerami: my decydujemy CO nas uszczęśliwia, a Wszechświat podsuwa nam coraz to nowe pomysły W JAKI SPOSÓB możemy tego doświadczać.

Umysł nie zna odpowiedzi na pytanie, co nas uszczęśliwia, bo ogranicza go jego stara i mocno wybiórcza baza danych. Serce nie zna odpowiedzi na pytanie jak to zrobić, żeby być szczęśliwym (w kontekście przyczyny i skutku), bo pracuje w trybie tu i teraz. Ale kiedy połączą swoje siły, to znaczy czucie Serca w chwili obecnej i rozumienie Umysłu w perspektywie przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, mogą razem wszystko, stają się Bogiem.

Gdyby nadal brzmiało to dla kogoś obrazoburczo, dodam, że nauka to potwierdza; fizyka, chemia i biologia dochodzą do tych samych wniosków – koherencja serca i umysłu powoduje uzyskanie częstotliwości Wszechświata, połączenia się z nim. Zainteresowanym pogłębieniem tematu od strony naukowej polecam wykłady dr Joe’go Dispenzy i Bruce’a Liptona.