Manipulacja to użycie drugiego człowieka (lub grupy ludzi) do osiągnięcia swojego celu bez zważania na jego (ich) dobro, interesy czy uczucia. Żeby doszło do manipulacji, potrzebne są dwie strony: manipulant, który chce coś ugrać dla siebie cudzym kosztem i osoba manipulowana, która daje się wykorzystać do tej roli.
Perfekcyjnymi manipulantami są osoby obdarzone wrażliwością, ale pozbawione empatii. Wrażliwość pozwala im dostrzec u potencjalnej ofiary czułe punkty, które może wykorzystać do osiągnięcia swojego celu, a brak empatii nie tworzy wyrzutów sumienia z powodu przedmiotowego potraktowania drugiego człowieka.
Z kolei idealnymi ofiarami manipulantów stają się osoby łatwowierne (zakładające dobre intencje i empatię innych ludzi), lub nauczone bezwzględnego posłuszeństwa, mające tendencje do podporządkowania się, nieasertywne, mające trudności z odmawianiem i stawianiem granic, uznające pierwszeństwo cudzych potrzeb i emocji, nie znające swoich praw, mające niskie poczucie własnej wartości i małą pewność siebie.
Uczciwa, partnerska relacja polega na tym, że każda ze stron jasno komunikuje swoje intencje, kierując się empatią, czyli uznając równoważność potrzeb i emocji po obu stronach; nie ma tu więc wygranych i przegranych. Manipulacja jest grą, ma spowodować, że jedna ze stron wygra – czyli zyska coś istotnego dla siebie (albo też uniknie – np. niechcianych konsekwencji), a druga przegra – czyli tak zostanie wprowadzona w błąd, żeby w dobrej wierze dobrowolnie poniosła koszty (finansowe, materialne, emocjonalne i inne, np. zaangażowanie, poświęcony czas czy umiejętności).
Manipulacja występuje pod wieloma postaciami, strategiami i technikami wywierania wpływu. Może być nią nią kłamstwo, udawanie niewinności albo niewiedzy, zaprzeczanie faktom lub ich zatajanie, pozorowanie bycia ofiarą, umniejszanie czyichś uczuć lub osiągnięć, wzbudzanie poczucia winy, odwracanie uwagi, eskalowanie żądań, używanie swojej wiedzy lub pozycji społecznej, tworzenie poczucia zobowiązania, szantaż emocjonalny – słowem wszystko, co sprawi, że zdobędziemy kontrolę nad zachowaniem drugiej osoby uzyskując jej uległość.
Uznaje się manipulację za nieetyczną, ale zarazem panuje niepisane przyzwolenie na stosowanie jej w biznesie, marketingu czy reklamie. Co więcej, każdy z nas się jej dopuszcza, przynajmniej sporadycznie: udając, kłamiąc, pozorując pewne zachowania lub je ukrywając, odwracając czyjąś uwagę, obracając w żart swoje niewłaściwe zachowanie, wykorzystując czyjeś słabości, schlebiając komuś. Można powiedzieć, że manipulujemy nieświadomie, tkwiąc w swoich schematach, czyli reagując odruchowo tak jak nas nauczyło doświadczenie, nawet się nad tym nie zastanawiając, i manipulujemy całkowicie świadomie, szukając sposobu na „wypłatę” w relacji, zdając sobie sprawę, że oszukujemy lub krzywdzimy drugą stronę.
Manipulantami stajemy się wtedy, kiedy nasze relacje zamiast na empatii opierają się na kontroli i wpływie, na scenariuszach umysłu, wykluczających potrzeby i uczucia drugiej strony. W moim przekonaniu manipulacja jest rozpaczliwą próbą kompensacji niewykształconej empatii tworzącej naturalną bliskość; jest jej namiastką, zastępnikiem. Brak empatii nie pozwala na poczucie jedności duchowej z innymi ludźmi i zrozumienie wzajemnej energetycznej równości i zależności, powoduje nastawienie rywalizacyjne; zamiast „my” tworzy się relacja „albo ty, albo ja”.
W tym kontekście – czy dzieci są zdolne do manipulacji? Tak, odpowiednio do wieku, a dokładniej poziomu rozwoju umysłowego. Noworodki nie są zdolne do manipulacji, wyrażają swoje potrzeby niezależnie od kontekstu otoczenia. Niemowlęta podobnie, choć starsze zaczynają już pojmować pewne zależności, zauważać wpływ swojego zachowania na reakcje opiekunów. Przedszkolakom już całkiem często zdarza się skłamać, udawać poszkodowanego będąc sprawcą, nie przyznawać się do winy, wymuszać na dorosłych spełnienie swoich zachcianek. Dzieci szkolne, a szczególnie nastolatki, potrafią nie ustępować dorosłym w manipulacji, posuwając się nawet do szantażu emocjonalnego. Znam przypadek siedmiolatki, która wybiegła na balkon z nożem w ręce, grożąc, że się zabije, jeśli rodzice jej nie ustąpią i nie oddadzą telefonu.
Nie jest łatwo rozpoznać, czy dziecko źle się czuje, czy chce uniknąć problemu w szkole; czy wrabia rodzeństwo, czy naprawdę nie miało ze zdarzeniem nic wspólnego; czy ma potrzebę fizjologiczną, czy nudzi mu się w samochodzie i próbuje pod tym pretekstem zrobić przerwę w podróży, i tak dalej. Chcemy widzieć dzieci jako niewinne istoty niezdolne do manipulowania, ale prawda jest taka, że dziecko jak lustro odbija swoje otoczenie: jeśli doświadcza manipulacji, uczy się jej, i doskonali ją z wiekiem. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie „nabierał” dziecka, nie odwracał jego uwagi, żeby przestało płakać, nie straszył „bebokami” za telewizorem, żeby powstrzymać je od dotykania kabli, nie groził zostawieniem gdzieś, oddaniem komuś, jeśli nie zmieni zachowania; kto nie udawał płaczu, żeby dziecko sobą zainteresować, czy nie chował wyczekiwanego prezentu, udając że o nim zapomniał, żeby wywołać u dziecka większą reakcję – można by długo wyliczać podobne przykłady. Jeśli bawi nas manipulowanie emocjami dziecka (jak w amerykańskim dorocznym programie telewizyjnym, w którym pokazuje się filmiki nadesłane przez rodziców, którzy nagrywają reakcję swoich dzieci podczas okłamywania ich, że ich słodycze zebrane na Helloween zostały zjedzone), to znak, że brakuje nam empatii.
Łatwowierność dziecka wyzwala w dorosłych poczucie kontroli i nadużywanie swojej wiedzy, doświadczenia i władzy. Widzimy wtedy uroczą zabawkę albo małego potworka do poskromienia, nie widzimy mocno czującej i niewiele rozumiejącej istoty, która potrzebuje naszego zrozumienia i wsparcia, empatycznego poprowadzenia przez życiowe doświadczenia. Jeśli nie mamy empatii, nie nauczymy jej dziecka; nauczymy je manipulować. Będzie ulegało naszej manipulacji, a potem będzie ją ćwiczyło na najbardziej podatnych członkach rodziny i rówieśnikach: tych, którzy mają nadmiar empatii wobec innych, a niedobór wobec siebie – którzy chcą pomóc, nie potrafią odmówić, mają miękkie serce i nie potrafią zobaczyć, że są wykorzystywani i krzywdzeni.
Do manipulacji potrzeba dwóch stron: manipulanta i potencjalnej ofiary. Inaczej mówiąc, manipulacja ma największe szanse tam, gdzie ludzie nie czują się równi, gdzie działają z wyuczonych schematów dominowania i podporządkowywania się. Bez względu na to, który schemat jest w nas silniejszy, mamy w sobie także ten drugi, a to oznacza, że manipulanci sterują innymi, ale w pewnych obszarach bardzo łatwo zmanipulować ich samych.
Co do manipulantów: nie wiem, czy można dorosłego człowieka nauczyć empatii, nie znam takiego przypadku. Co do ich ofiar natomiast – wiem, że można w dużej mierze zabezpieczyć się przed manipulacją po prostu nie biorąc w niej udziału – wzmacniając swoje dziecięce zranienia, aby przestały przyciągać wyzyskiwaczy. Nie można zwabić kobiety hasłem L’Oreal „jesteś tego warta”, jeśli ona sama nie ma problemu z poczuciem własnej wartości. Nie można kogoś kupić, jeśli nie czuje potrzeby się sprzedawać. Nie można omamić milionera wizją zysku paru tysięcy. Tylko tam, gdzie mamy dziecięce zranienia, jesteśmy bezbronni wobec manipulacji. Jeśli nie czuliśmy się pełnoprawnymi członkami swojej rodziny, oddamy wiele – zbyt wiele i zbyt łatwo – każdemu, kto zaoferuje nam poczucie przynależności do jakiej elitarnej grupy. Jeśli nie czuliśmy się bezpieczni w swoim rodzinnym środowisku, szybko oddamy komuś kontrolę nad sobą w zamian za ochronę. Jeśli doświadczaliśmy odrzucenia, sprzedamy całych siebie za zainteresowanie i aprobatę. Jeśli nas porzucano, wyrzekniemy się siebie dla nadziei, że to się nie powtórzy. Jeśli traktowano nas gorzej niż innych, za pozory szacunku czy uznania zapracujemy się na śmierć albo pójdziemy za kimś do piekła.
Empatia skierowana na siebie pozwala nie tylko na empatię wobec innych, ale na rozpoznanie manipulantów, a tym samym na uniknięcie manipulacji.