…czyli krótka historia o miłości.
Było sobie Dziecko. Jego rodzice nie znali innych owoców niż jabłka, więc zawsze na deser czy w nagrodę dostawało jabłko, i czuło się wtedy szczęśliwe. Nie dostawało jednak tych jabłek tak często i tak dużo jak by chciało; czasem więcej niż mogło zjeść, a czasem wcale, chociaż miało na nie ogromną ochotę. Nigdy nie przeszło mu przez myśl, że to dlatego, że rodzice jesienią mają tych owoców więcej, a wiosną mniej – zawsze myślało, że ono samo to powoduje – że nie zachowało się wystarczająco dobrze, nie zasłużyło, było za bardzo albo za mało „jakieś” – takie, jak być powinno, żeby mieć jabłka na każde żądanie. Jego największym marzeniem stało się mieć jabłka zawsze, pod kontrolą, z zapasem.
Kiedy Dziecko nieco podrosło, zauważyło, że inni ludzie jedzą też inne owoce, czego zupełnie nie rozumiało; ale zauważyło też, że są ludzie, którzy mają jabłka, którymi się podzielą, jeśli będzie się zachowywać odpowiednio, albo da im to, czego chcą w zamian. Dziecko wiedziało, że nie umie być perfekcyjne, więc szukało innego sposobu, w jaki te jabłka zdobyć – czasem udawało mu się na nie zapracować, czasem zasłużyć; czasem je kradło, czasem wymuszało na różne sposoby, słowem, nauczyło się manipulować sobą i innymi, żeby zdobyć to, na czym mu tak bardzo zależało. Było w swoich sposobach coraz sprawniejsze, ale jego pragnienie jabłek rosło coraz bardziej, coraz szybciej, jakby się z nim ścigało. Dziecko chciało ich nie tylko więcej i więcej, ale teraz już pragnęło, żeby były różne – czerwone jak truskawki i maliny, i zielone jak agrest i gruszki, słodkie jak czereśnie i kwaśne jak wiśnie; wyobrażało je sobie nawet wielkie jak arbuzy i malutkie jak jagody. Całe jego życie skupiło się na jabłkach, myślało tylko o nich.
Ale im bardziej Dziecko zagłębiało się praktycznie i teoretycznie w kwestię jabłek, tym mniej mu one smakowały. Rozczarowane, wybuchało coraz częściej złością – a wtedy okazywało się, że inni się od niego odwracali, oczywiście zabierając ze sobą jabłka. I znowu Dziecko – jak kiedyś – zaczęło żyć w lęku przed utratą życiodajnych jabłek na zawsze. Próbowało się na to przygotować, uczyło się żyć na coraz mniejszych ich porcjach, potem prawie zupełnie bez nich – i ku swojemu ogromnemu zaskoczeniu nie umarło. A nawet poczuło się znacznie silniejsze.
Zaczęło się rozglądać wokół i nabierać ochoty na próbowanie innych owoców. Ze zdumieniem odkrywało, że nie musi niczego udawać ani oszukiwać, bo różnych owoców wszędzie było pod dostatkiem – czasem rosły sobie dziko, czasem ktoś nimi częstował zupełnie za darmo, czasem Dziecko wymieniało jedne na inne, a nawet uczyło się je uprawiać samemu… Nie czuło już głodu ani lęku, obsesja na punkcie jabłek zniknęła bez śladu.
Dziecko zrozumiało, że może sobie być jakie chce, a owoce wokół niego nie przestaną się pojawiać, przeciwnie, może znajdować coraz to nowe. Może je uprawiać w swoim ogródku, może kupować na targu, może podróżować i kosztować tych egzotycznych. Bez względu na to, czy Dziecko miało dobry czy zły humor, zadbany czy zaniedbany wygląd, pozytywne czy negatywne emocje – owoców to nie obchodziło, zawsze były i je karmiły.
Dziecko zrozumiało, że stało się Dorosłe – wolne, niezależne, samowystarczalne.