O DOJRZAŁOŚCI

Mówimy o kimś, że jest dojrzały, kiedy jego poziom rozwoju we wszystkich sferach jest charakterystyczny dla człowieka dorosłego, tzn. że dana osoba zarządza swoim zachowaniem w sposób efektywny dla siebie i nie krzywdzący innych. Często jednak zdarza się, że ktoś jest dojrzały fizycznie, ale nie społecznie, albo jest dojrzały intelektualnie, ale nie emocjonalnie. Na czym więc polega pełna dojrzałość?
Najkrócej mówiąc, na wyjściu z roli dziecka i przyjęciu roli dorosłego, na przejściu ze stanu zależności od innych w stan niezależnego tworzenia swojego życia, na zmianie dziecięcej egocentrycznej perspektywy „ja” na dorosłe partnerskie „my”. Nie zawsze dojrzewamy wraz z wiekiem, bo nie tylko ilość życiowego doświadczenia ma tu znaczenie, ale i umiejętność jego przetworzenia i motywacja do tego – stąd zdarzają się bardzo dojrzali nastolatkowie i głęboko niedojrzali seniorzy.
Dojrzałość pod względem fizycznym (pomijając oczywisty aspekt biologiczny) polega na tym, że potrafimy zadbać o swoje podstawowe potrzeby. W zakresie podstawowym oznacza to niezależność w czynnościach dnia codziennego jak zrobienie sobie jedzenia, zadbanie o ubranie i higienę osobistą oraz miejsce, w którym żyjemy, a także niezależność finansową i materialną. Nie chodzi jednak o to, czy jemy w domu czy na mieście, czy pierzemy ubrania czy oddajemy do pralni, czy ktoś nam sprząta i prasuje, czy robimy to bez pomocy – chodzi o to, czy potrafimy to wszystko zrobić sami, bo z tego poczucia mocy powstaje przekonanie, że jesteśmy niezależni, samowystarczalni, zdolni do przeżycia na własnych warunkach.
Dojrzałość intelektualna oznacza, że nauczyliśmy się używać swojego umysłu w sposób skuteczny i efektywny do samodzielnego wykonywania codziennych zadań i rozwiązywania pojawiających się problemów. Oznacza ona również, że uzyskaliśmy świadomość swoich przekonań, opinii, poglądów, które nas kształtują, i odkryliśmy swoją ścieżkę życiową czyli przydatność swojej kreatywności – na co przede wszystkim chcemy przeznaczać swój czas i wysiłek. Dojrzałość intelektualna oznacza również, że rozumiemy przyczynowość i skutkowość zdarzeń, a tym samym konsekwencje własnych wyborów.
Dojrzałość emocjonalna polega na tym, że uniezależniamy się od aprobaty innych ludzi, porzucamy schematy reagowania utworzone w dzieciństwie, nabieramy dystansu do swoich emocji i uczymy się wykorzystywać informacje z nich płynące do poprawy swojego samopoczucia – bez pomocy innych ludzi, substancji chemicznych i zachowań kompensujących.
Te trzy sfery wzajemnie się przeplatają, dlatego niedojrzałość jednej z nich hamuje i wypacza pozostałe. Szczególnie dotyczy to kolejnej sfery, dojrzałości duchowej – to ona decyduje, czy jakąkolwiek dojrzałość używamy dla siebie czy przeciwko sobie.
Dojrzałość duchowa oznacza, że znamy swoją najgłębszą, duchową tożsamość: kim jesteśmy w kontekście innych ludzi, i jaki jest sens naszego życia. Ta świadomość decyduje o naszej hierarchii wartości, a ona z kolei bezpośrednio wpływa na nasze wybory i decyzje. Dojrzałość duchowa oznacza zrozumienie jedności, jaką wszyscy stanowimy; oznacza równowagę pomiędzy widzeniem własnych i cudzych potrzeb i emocji; powoduje, że zaczynamy widzieć drugiego człowieka jak drugiego siebie („ty jak ja”), nie jak zagrożenie („albo ty, albo ja”).
Pełna dojrzałość wewnętrzna polega na znalezieniu równowagi w każdej ze sfer pomiędzy brakiem a nadmiarem, pomiędzy rolą „dziecka” a „rodzica”, pomiędzy podporządkowaniem się a dominowaniem. Dojrzewanie to proces, który ma na celu odnalezienie siebie, swojego prawdziwego ja poza kontekstem wdrukowanych nam wzorców, wyuczonych schematów reagowania i społeczną presją. Ale żeby znaleźć tę równowagę, skrywającą nasze prawdziwe ja, trzeba jej szukać, czyli obserwować siebie, zadawać sobie pytania i uczciwie na nie odpowiadać. Na przykład czy zarabianie na życie jest jednocześnie naszą pasją i radością, czy podporządkowaniem się innym, dbaniem o społeczny wizerunek, spełnianiem rodzinnych oczekiwań – a może kompensowaniem sobie poczucia słabości w innej sferze?
Czy utrzymujemy równowagę pomiędzy aktywnością a odpoczynkiem kierując się swoimi bieżącymi potrzebami, czy próbujemy zarządzać wysiłkiem i relaksem na podstawie przyjętej filozofii albo wymagań zewnętrznych – a może oddajemy kontrolę nad tym swoim dziecięcym schematom, lękowo unikającym albo wysiłku, albo odpoczynku?
Czy jemy tak, aby odżywiać ciało i utrzymywać energię i dobre samopoczucie, czy robimy to w odcięciu od swojego czucia, dostosowując się do czegoś – a może kompensujemy sobie jedzeniem problemy z innych sfer?
Czy ubieramy się tak, jak lubimy, jak czujemy się dobrze, w sposób, który nas wyraża, czy podporządkowujemy się bezkrytycznie bieżącej modzie lub rodzinnym albo wizerunkowym oczekiwaniom – a może w ogóle nie zwracamy uwagi na to, co na siebie wkładamy z przekonania, że ta część nas jest nieważna, nie zasługująca na uwagę?
Czy traktujemy swój umysł jako jedno z narzędzi, czy pozwalamy mu o sobie decydować, odcinając się od czucia – a może nie dopuszczamy go do głosu, słuchając wyłącznie emocji?
Czy zachowujemy uważność i elastyczność przy podejmowaniu decyzji, czy też pozwalamy zarządzać sobą swoim automatyzmom?
Czy rozumiemy konsekwencje swoich wyborów, czy bierzemy na siebie odpowiedzialność za innych skutkującą stałym poczuciem winy – a może odmawiamy przyjęcia odpowiedzialności za siebie, co powoduje stałe poczucie krzywdy?
Czy znamy swoje preferencje, czy mamy zwyczaj przyjmowania za własne cudzych opinii, poglądów, żeby kogoś zadowolić – a może tworzymy swoją sztuczną tożsamość na sprzeciwie wobec wszystkiego i wszystkich?
Czy szukamy ujścia dla swojej kreatywności w kontakcie ze sobą, czy naśladujemy innych – a może nie mamy kontaktu z tą częścią siebie?
Czy zachowujemy dystans do swoich emocji i myśli, czy utożsamiamy się z nimi, pozwalając im o sobie decydować – a może rzucamy się w wir zajęć lub przyjemności, żeby uniknąć z nimi kontaktu?
Czy traktujemy swoje emocje jak informatorów o tym, co się w nas dzieje, czy jak doradców, którzy bezwzględnie dyktują nam zachowanie – a może robimy wszystko, żeby ich nie usłyszeć?
Dojrzałość wewnętrzna przejawia się w relacjach zewnętrznych, dlatego warto zapytać siebie czy kontaktujemy się z innymi na partnerskich zasadach, czy czujemy przymus kontaktu wynikający z emocjonalnego uzależnienia – a może uciekamy w izolację, odczuwając innych jako zagrożenie?
Czy szanujemy granice innych wyrażając siebie, czy przyznajemy sobie prawo do ich przekraczania – a może pozwalamy przekraczać własne?
Czy używamy swojej wrażliwości do empatii czy do manipulowania innymi?
Czy posługujemy się czuciem i logiką, czy tylko jednym z nich; ocenianiem czy rozumieniem?
Czy wybieramy zaufanie czy kontrolę w bliskich relacjach?
Czy jesteśmy otwarci czy wstydzimy się jakiejś części siebie, nadmiernie skupiając się na innych?
Każde dziecko jest egocentryczne, musi poznać siebie, potem innych. Jeśli odnajdzie siebie w kontekście innych, staje się dojrzałym dorosłym. Jeśli coś zakłóci lub wypaczy ten proces, to niezależnie od wieku w jakiejś części siebie pozostanie niedojrzałym dzieckiem, skupionym na sobie, w traumatycznym oderwaniu od swojej istoty i innych ludzi.
Ktoś może zauważyć, że to mało akuratny tekst na Dzień Dziecka. Ale może właśnie w tym dniu, kiedy szczególnie rozpieszczamy dzieci, warto zdać sobie sprawę, że miłość nie polega tylko na dawaniu, że dojrzałość stymulują wymagania. Tak jak rozwijamy swoją sprawność fizyczną ruszając się, a intelektualną ucząc się i analizując swoje doświadczenie, tak też rozwijamy swoją emocjonalność i empatię dzięki rodzicielskim wymaganiom i stawianiu granic, bo to one powodują, że uczymy się zarządzać swoimi emocjami i zachowaniem, uczymy się widzieć i szanować innych ludzi. Jeśli zabraknie tych wymagań, w dorosłości pozostaniemy emocjonalnie i duchowo niedojrzali, a tym samym sfrustrowani w relacjach z innymi. A wtedy, żeby dojrzeć, będziemy musieli sami sobie postawić takie wymagania. Z miłości do siebie, ze zrozumieniem i życzliwością.