Wiele osób skarży się na brak energii, na poczucie wyczerpania albo stany depresyjne. Najczęściej szukamy przyczyn złego samopoczucia na zewnątrz siebie i obwiniamy pogodę, zachowanie innych ludzi czy jakieś okoliczności. Nie twierdzę, że nie mają one na nas wpływu – ale czy mają nad nami kontrolę? A może po prostu nikt nas nie nauczył zarządzania swoją energią?
Istnieją dwa naturalne sposoby energetycznego „ładowania”, ale – wraz z konkretnym wzorcem nabytym w procesie wychowania – uczymy się korzystać głównie z jednego z nich.
Pierwszy sposób ładowania to pobieranie energii z zewnątrz, jak z sieci energetycznej: odpoczywanie, relaks, sprawianie sobie przyjemności, otrzymywanie od innych energii w postaci materialnej i emocjonalnej. Czujemy wtedy zadowolenie i zaspokojenie. Ten sposób doraźnie energetyzuje, ale długofalowo osłabia, uzależnia od innych, od ich wsparcia, opieki, zasobów.
Drugi sposób to pobieranie energii z wewnątrz, poprzez wysiłek: aktywność, pracę, opiekowanie się innymi, uczenie się nowych rzeczy, wychodzenie poza swoją strefę komfortu, przekraczanie swoich granic, rozwój. Czujemy wtedy satysfakcję i spełnienie, które nas energetyzują. Ten sposób długofalowo wzmacnia nasze poczucie siły, ale doraźnie mocno wyczerpuje.
Gdybyśmy używali tych dwóch sposobów ładowania się energią w równowadze, bylibyśmy jak perpetuum mobile: naładowani do wysiłku i aktywni do zmęczenia, na zmianę, bez strat. Problem w tym, że w dzieciństwie albo opiekunowie nas wyręczają, i powstaje w nas przekonanie, że możemy się ładować jedynie przez dostawanie od innych, albo jesteśmy uczeni, żeby wyręczać innych, i wtedy powstaje w nas przekonanie, że ładowanie następuje wyłącznie przez wysiłek. Stąd jedni jak ognia boją się odpoczywać, a inni panicznym oporem reagują na wizję wysiłku – bo stare zapisy uznają to za potencjalne zagrożenie dla naszego sposobu ładowania: „jeśli przestanę (odpoczywać/pracować), to stracę zasilanie, przestanę istnieć”.
Powstaje totalny paradoks: równowaga pomiędzy tymi dwoma sposobami ładowania się energią jest jedyną opcją, żeby ten system naprawdę działał, czyli stale i równomiernie napełniał nas energią, tymczasem za sprawą nieuświadomionych przekonań zaczynamy przesadzać z jednym, a unikać drugiego, co zawsze prowadzi do energetycznych problemów: stanów wyczerpania fizycznego lub emocjonalnego, które przechodzą w chroniczny dyskomfort, zaburzenia, choroby.
Zdarza się również, że nosimy w sobie oba te przekonania i pielęgnujemy w sobie wewnętrzny konflikt, który niezauważalnie niszczy nas od środka: inny zapis dotyczy jednej sfery, a inny drugiej. W jednym obszarze wierzymy tylko w aktywność (fizyczną, intelektualną, emocjonalną, duchową) i tak bardzo się rozpędzamy, że nikt za nami nie nadąża; w innej nauczyliśmy się być bierni i czujemy się uzależnieni od dostawania, czujemy się słabi, gorsi, bezradni, niezdolni do wysiłku.
Jest to bardzo kosztorodne energetyczne, bo umysł wciąż musi przestawiać „zwrotnice”, zmieniać schematy, pilnować swojego „porządku”, swojej wewnętrznej logiki bazującej na wczesnym doświadczeniu. Jest to też wyniszczające i źle rokujące, bo i nadmierna aktywność, i uzależnienie od dostawania finalnie wyczerpują – w różny sposób, ale w podobnym stopniu. Jeśli świadomie nie zrównoważymy każdej ze sfer, niekontrolowany umysł szukając ulgi paradoksalnie będzie coraz bardziej polaryzował każdą z nich.
Co więcej, taki wewnętrzny konflikt wyraźnie wyświetla się w naszych relacjach, bo w jednej sferze musimy być „górą”, więc przyciągamy słabych (co nas nie satysfakcjonuje, bo nie mamy partnera), a w drugiej przyciągamy „dawców”, osoby znacznie od nas silniejsze (co powoduje negatywne emocje, uświadamiając nam, że sami nie jesteśmy partnerem). Zamiast partnerskiej relacji, w której energia płynie płynnie i bez przeszkód, ładując obie strony jednakowo, pojawiają się relacje zależnościowe, gdzie energia płynie tylko w jedną stronę, w różnych kierunkach w różnych sferach.
To, jak będzie wyglądać nasza starość, zależy od tego, w jaki sposób wcześniej zarządzamy swoim ładowaniem energii. Te sfery, które zasilaliśmy w zdrowy, zrównoważony sposób, pozostaną zdrowe; te, które przeciążaliśmy lub których nie używaliśmy, umrą w nas szybciej. Możemy zostawić to przypadkowemu zaprogramowaniu z dzieciństwa, albo możemy świadomie tym zarządzić.