Dziecięca trauma pochodzi nie z zewnętrznych okoliczności, ale z osamotnienia w poczuciu braku zrozumienia. To poczucie niezrozumienia bierze się głównie z jednego źródła: z braku rozdzielenia emocji i zachowania dziecka. Patrząc z jego perspektywy, wyraża ono po prostu to, co czuje, w taki sposób, w jaki potrafi. Niemowlę może okazać swój dyskomfort jedynie płaczem i gwałtownym machaniem kończynami. Małe dziecko, które jeszcze nie mówi, robi to samo: krzyczy, kopie, uderza rękami albo głową. Starsze używa do tego jeszcze słów, o sile odpowiadającej jego wzburzeniu. Emocje dziecka najcześciej powodują emocje u opiekunów, którzy starają się je uspokoić, okazując swoją dezaprobatę albo wręcz odpowiadając na nie swoim gniewem i złością. Kiedy rodzice wyrażają swój brak akceptacji dla zachowania dziecka, dziecko uznaje to za odrzucenie z powodu swoich emocji. Dochodzi do wniosku, że czuje niewłaściwie, że jego emocje są złe, że ono samo jest złe, w jakiś sposób wybrakowane, i zaczyna zachowywać się zgodnie z tym przekonaniem. Tak działa wymaganie akceptowanego społecznie zachowania bez zrozumienia emocji.
Ale podobnie dzieje się także w przypadku dawania wsparcia bez zrozumienia emocji. Akceptacja krzywdzącego (siebie lub innych) zachowania dziecka przejawianego pod wpływem emocji ma takie same skutki, tylko odroczone; jeśli dziecko poczuje się ok nie szanując uczuć i granic rodziców, to tym trudniej będzie mu zrozumieć, dlaczego nie jest ok dla innych ludzi – dlaczego w domu jego zachowanie jest akceptowane, a poza domem powoduje odrzucenie. Sprzeczne dane będą powodowały wewnętrzne konflikty i kumulujące się negatywne emocje, prowadzące do niszczenia kolejnych relacji i utwierdzania się w poczuciu bycia „wybrakowanym”.
W rzeczywistości ani będąc dzieckiem, ani będąc dorosłym nie możemy sobie wybrać emocji, które czujemy, ponieważ są one informacjami o bieżącym stanie naszego ja. Żadna emocja nas zatem nie definiuje, nie czyni nas dobrymi bądź złymi ludźmi. Możemy natomiast wybierać zachowanie, i dokładnie tego powinniśmy uczyć dzieci. Jeśli bowiem pozwolimy emocji (informacji) działać (doradzać), to wyłączamy umysł, który powinien rozpatrzeć to, co się dzieje, w konkretnym bieżącym kontekście. O ile niemowlę wyraża siebie zupełnie nieświadome kontekstu, w którym to robi (gdzie się znajduje, jak zareagują na to inni ludzie), o tyle z wiekiem dziecko powinno uczyć się dystansu do swoich emocji i wybierania takiego zachowania, jakie mu posłuży tu i teraz (np. nie wolno krzyczeć w bibliotece, bo przeszkadza się innym, ale można i należy wrzeszczeć w niebogłosy jeśli ktoś próbuje nas porwać siłą).
Nie jesteśmy w stanie nauczyć tego dziecka nie umiejąc tego sami, nie rozdzielając własnych emocji i zachowania.
W dorosłym życiu borykamy się z konsekwencjami tego fałszywego wzorca, sklejenia emocji z zachowaniem. Może ich być kilka:
– nadwrażliwość na krytykę: każda uwaga związana z naszym zachowaniem jest automatycznie odbierana jako krytyka naszych emocji, naszej tożsamości, naszego ja;
– reagowanie na emocjach: nie umiemy zrobić przerwy pomiędzy odczuwaniem emocji a wybraniem zachowania – to co odczuwamy, natychmiast automatycznie generuje naszą reakcję, która często przynosi przykre i niechciane konsekwencje;
– fałszywy rozdział: umysł, który skleja emocje z zachowaniem, próbuje obejść wynikający z tego problem „techniczny”, robiąc podział gdzie indziej, między naszymi słowami a zachowaniem – czyli tam, gdzie podział zagraża naszej tożsamości i naszym relacjom (puste obietnice, fałszywe lub przesadzone komplementy, kłamstwa, deklaracje bez pokrycia).
Rozdział emocji od zachowania pozwala na równoległe i równoważne działanie obu naszych odbiorników: czucia i logiki. Emocje dostarczają informacji, a umysł je przetwarza wybierając właściwe zachowanie w kontekście bieżącej sytuacji.
Utożsamienie emocji z zachowaniem prowadzi do tego, że możemy używać tylko jednego odbiornika: albo polegamy na emocjach, ale tym samym zgadzamy się na przypisane do nich odruchowe, gwałtowne i przesadzone zachowanie, albo odcinamy emocje, żeby móc wybrać zachowanie, ale wtedy tracimy emocjonalny kontekst, empatię. Czyli albo wyżywamy się na innych, albo nimi manipulujemy.
Rodzicielskiego niezrozumienia, które spowodowało fałszywy zapis w naszych umysłach i jego konsekwencje, nie da się odwrócić ani wymazać w przeszłości. Trudno też o takie zrozumienia dla siebie od innych w teraźniejszości, bo nie sprzyjają mu nadwrażliwe reakcje, krzywdzenie innych czy manipulowanie nimi. Ale zawsze jest możliwe samozrozumienie: praca nad rozdzieleniem odczuwanych emocji i przejawianym zachowaniem. Za każdym razem, kiedy uda nam się zrobić przerwę pomiędzy emocją a reakcją, kiedy nie pozwolimy emocji wybrać za nas zachowania, umysł dostaje informację, że te dwie rzeczy nie są ze sobą nierozłącznie sklejone. Za każdym razem, kiedy uda nam się zrozumieć swoją emocję i zapytać umysł o wybór zachowania, uczymy się spójnego używania obu naszych odbiorników. Im częściej będziemy to świadomie stosować, tym szybciej stanie się to naszym nowym nawykiem.