LĘK PRZED ŚWIATŁEM

„To nieprawda, że nasz najgłębszy lęk dotyczy tego, iż nie jesteśmy wystarczająco dobrzy. Najbardziej boimy się własnej Siły, która wykracza poza nasze najśmielsze wyobrażenia. Największy lęk budzi w nas nasze Światło, nie ciemność.” (Marianne Williamson)

Chcemy być doskonali w tak wielu rzeczach jak to możliwe – ale nie chcemy być doskonale, całkowicie dobrzy. Bycie trochę dobrym jest doceniane – wykonanie jakiegoś wielkodusznego gestu, okazanie serca w odruchu – ale tylko wtedy, kiedy w tle jest jakiś brud tego świata. Uwielbiamy czarne charaktery ze złotym sercem – żołnierza, który zabija ludzi, ale płacze nad głodującym dzieckiem; narkomana, który dba o swojego psa bardziej niż o siebie; przestępcę, który szanuje swoją matkę; policjanta, który w odwecie niszczy wszystkich, którzy skrzywdzili jego rodzinę. Wolno mieć dobre serce, jeśli jest się draniem. Można nawet działać charytatywnie – ale pod warunkiem, że się upija albo przynajmniej porządnie przeklina, wtedy nie zniszczy to wizerunku…
Okazanie odrobiny serca, będąc złym jest doceniane, ale bycie dobrym, całkiem dobrym – autentycznym, szczerym, uczciwym, współczującym, pomocnym, życzliwym nie jest trendy, jest raczej zawstydzające, żenujące, dziwne, podejrzane.
Jak długo wierzymy, że dobro czy miłość jest słabością, tak długo najsilniejsza siła we Wszechświecie nie może stać się naszą siłą.